Czy potrafiłabyś wybrać między miłością, którą znasz i która boli… a tą, która przyszła nagle, dając ukojenie?
„Siedem razy lato” Paige Toon to powieść, która rozrywa serce i składa je na nowo - siedem razy. I jeszcze jeden.
Nie jestem fanką banalnych romansów i nie znoszę książek, w których trójkąt miłosny jest tylko pretekstem do dramatu. Ale u Paige Toon wszystko ma sens. Emocje są prawdziwe, wybory bolesne, a uczucia - do bólu autentyczne. W „Siedem razy lato” zakochałam się po cichu. Najpierw w atmosferze - Kornwalia pachnąca morzem, letnim deszczem i kwitnącym wrzosem. Potem w bohaterach - Liv, która dźwiga przeszłość, Finnie - zbyt dalekim, by był bezpieczny i Tomie - który pojawia się w jej życiu w idealnym (a może najgorszym?) momencie.
To nie jest klasyczna historia „ona musi wybrać między dwoma mężczyznami”. To opowieść o tym, jak trudno jest zostawić przeszłość, nawet jeśli jest bolesna. Jak trudno kochać na nowo, kiedy serce nie potrafi się goić. Liv spotyka Finna po raz pierwszy sześć lat wcześniej. Ich historia zaczyna się od magii - i kończy tragedią. Potem umawiają się, że każdego lata będą wracać do siebie, choćby na chwilę. Tylko że życie nie jest filmem. A uczucia nie czekają wiecznie.
Gdy w życie Liv wchodzi Tom - zamknięty w sobie, intrygujący, nie do końca obecny - wszystko, co dziewczyna dotąd czuła, zaczyna się mieszać. Bo z Tomem nie ma bagażu. Nie ma starych ran. Jest tylko tu i teraz. Tylko… czy to wystarczy?
Paige Toon snuje tę historię z ogromną wrażliwością. Pisze o miłości, stracie, lojalności i o tym, że czasem trzeba wybrać siebie - nawet jeśli to oznacza, że trzeba kogoś stracić. W tle pulsuje muzyka, bo Finn to muzyk. Są playlisty, występy, koncerty i ten niepokój, że coś się kończy, zanim zdążyło się naprawdę zacząć.
Nie będę zdradzać więcej. Ale mogę powiedzieć jedno: ta książka mnie rozwaliła. Niby wiedziałam, jak to się potoczy, ale autorka tak rozegrała emocje, że nie mogłam się oderwać. Chciałam wierzyć, że można kochać dwa razy. Że można mieć dwa „pierwsze razy”. Że przeszłość nie musi być ciężarem. Ale też rozumiałam Liv. Bo czasem, kiedy naprawdę kochasz - nie ma dobrego wyjścia.
„Siedem razy lato” to historia pełna czułości, melancholii i siły. Jeśli potrzebujesz czegoś, co pozwoli Ci się wzruszyć, ale też przemyśleć swoje własne wybory - to będzie idealna lektura.
Ocena: 9/10 - pół punktu odjęte za przewidywalność w drugiej połowie, ale to i tak jedna z najpiękniejszych historii o miłości, jaką czytałam ostatnio.
Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Albatros

Brak komentarzy: