Czy da się odbudować siebie, gdy wszystko, co kochałeś, legło w gruzach? Czy da się pokochać kogoś nowego, gdy wciąż trzymasz się kurczowo przeszłości?
To pytania, które nie opuszczały mnie ani na chwilę podczas lektury „Lato, kiedy mnie odnalazłeś” Elizabeth O’Roark - książki, która zostawia ślad. Nie jest to łatwa historia. To opowieść o kobiecie, która przeżyła najgorszy możliwy ból - stratę dziecka - i która próbuje poskładać siebie na nowo. Kate wraca po odwyku, z ogromnym bagażem emocjonalnym, z planem odbudowania małżeństwa i… zderza się ze ścianą. Bo Caleb, jej mąż, ułożył sobie życie bez niej.
Od początku wiedziałam, że to nie będzie klasyczny romans. Tu nie ma prostych rozwiązań, a bohaterowie są tak nieoczywiści, jak tylko można sobie wyobrazić. Kate to postać tragiczna, ale i silna. Niepokojąco autentyczna. Popełnia błędy, bywa egoistyczna, zagubiona, a jednak z każdą stroną coraz bardziej chciałam, by znalazła dla siebie miejsce. Jej emocje są namacalne - cierpienie, gniew, zazdrość, pragnienie bycia znów kochaną. I to właśnie one nadają tej historii głębię.
I wtedy pojawia się Beck - przyjaciel jej męża. Ten, u którego Kate tymczasowo zamieszkuje. Niby surowy, zdystansowany, ale szybko okazuje się, że pod maską obojętności kryje się ktoś, kto widzi ją prawdziwą. Ich relacja? Powolna, szorstka, elektryzująca. Z jednej strony „friends to lovers”, z drugiej - relacja pełna sprzeczności i napięcia. Niektóre ich interakcje mogą budzić niepokój, czasem irytację. Beck nie zawsze postępuje fair. Potrafi ranić słowami, unika konfrontacji, czasem manipuluje. Ale… jest też kimś, kto uczy Kate na nowo ufać. Nie sobie, nie jemu - światu.
To, co najbardziej cenię w tej książce, to szarość emocji i postaci. Nikt tu nie jest do końca dobry ani zły. Nikt nie podejmuje idealnych decyzji. Każdy niesie ze sobą przeszłość, z którą próbuje się rozliczyć. I właśnie to czyni tę historię prawdziwą.
Elizabeth O’Roark pisze stylem, który uzależnia. Gładko prowadzi przez emocjonalne bagna, nie pozwalając odłożyć książki na bok. Sceny intymne są odważne, namiętne - zdecydowanie spicy, ale nie wulgarne. Podkreślają napięcie i zagubienie bohaterów, nie dominują jednak całej historii.
Czy książka mnie porwała? Tak. Czy momentami bolała? Bardzo. Czy Beck mnie wkurzał? Nieraz. Ale mimo wszystko chciałam ich historii, takiej nieidealnej, skomplikowanej, prawdziwej. Bo właśnie z takich historii często uczymy się najwięcej.
Jeśli szukasz romansu, który oprócz uniesień oferuje też trudne pytania, emocjonalne zderzenia i bohaterów z krwi i kości - „Lato, kiedy mnie odnalazłeś” będzie dobrą (choć nie zawsze komfortową) lekturą. Daj się ponieść emocjom, ale przygotuj się też na burzę.
Ocena 8/10
Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Papierowe Serca
Brak komentarzy: