Czy luksus może być pułapką, z której nie da się uciec?
Znasz to uczucie, gdy wydaje się, że właśnie spełniają się Twoje najskrytsze marzenia? Gdy życie funduje Ci bilet w jedną stronę do świata pełnego bogactwa, podróży i spełnienia? A potem ten sen zaczyna się kruszyć, jak piasek pod stopami, odkrywając to, co miało zostać ukryte. Czy wtedy jeszcze potrafisz zawrócić?
„Byłam asystentką szejka” Anny Kolasińskiej-Szemraj to książka, która hipnotyzuje od pierwszej strony - jak blask diamentu, który jednak pod światło zdradza rysy. Wchodząc do świata Natalii, głównej bohaterki, masz wrażenie, że wszystko jest możliwe. Polska stewardesa najpierw spełnia swoje marzenia, pracując w prestiżowych arabskich liniach lotniczych, a potem dostaje propozycję, której większość z nas nie odważyłaby się nawet wypowiedzieć na głos - zostaje asystentką szejka.
Z jednej strony masz więc prywatne odrzutowce, butiki z metkami za dziesiątki tysięcy dolarów, kolacje w najlepszych restauracjach i życie niczym z arabskiej bajki. Ale im bardziej Natalia zanurza się w ten świat, tym wyraźniej dostrzega, że coś w nim nie gra. Zaczyna przeczuwać, że pozory to jedyne, co naprawdę się liczy - a za perfekcyjnie wyreżyserowanym spektaklem codzienności czai się coś niepokojącego.
Kolasińska-Szemraj zaskoczyła mnie dojrzałością języka i umiejętnym prowadzeniem napięcia. Nie mamy tu taniej sensacji ani przerysowanego dramatyzmu - autorka dawkuje informacje tak, by czytelnik wciąż czuł niepokój, a jednocześnie nie mógł oderwać się od lektury. To historia, która zadaje trudne pytania o granice lojalności, o cenę komfortu i o to, czy naprawdę jesteśmy gotowi spojrzeć prawdzie w oczy, kiedy przyjaciółka zostaje znaleziona martwa, a śmierć wydaje się zbyt perfekcyjna, by była przypadkowa.
Ogromnym atutem książki jest jej autentyczność - nie tylko dlatego, że inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami, ale również dlatego, że autorka zna realia świata, który opisuje. Dzięki temu opowieść nie ociera się o egzotyczną fikcję, ale pulsuje realizmem i tętni napięciem jak dobrze zagrany thriller psychologiczny. Jest tu klimat tajemnicy, cień orientu, blask złota i chłód zbrodni.
Natalia to postać, którą naprawdę da się polubić - nie dlatego, że jest idealna, ale właśnie przez to, że jest ludzka. Jej wewnętrzna przemiana - od dziewczyny z Torunia po kobietę, która musi podjąć najtrudniejsze decyzje w swoim życiu - jest opisana z empatią, ale i bez zbędnego patosu. A każda kolejna strona przynosi pytanie, które aż pali na języku: co ja bym zrobiła na jej miejscu?
Nie jest to tylko opowieść o luksusie i jego ciemnych stronach. To także książka o kobiecej sile, o tym, jak łatwo dać się omamić światu błyskotek, i jak trudno z niego uciec, gdy przestajesz być tylko widzem, a stajesz się pionkiem w grze, której zasad nie znałeś.
Jeśli szukasz lektury, która wciąga jak dobry serial, pachnie orientem i mrozi krew w żyłach - to zdecydowanie coś dla Ciebie. „Byłam asystentką szejka” to nie tylko historia o złotej klatce, ale też o tym, jak trudno rozpoznać, kiedy drzwi są już zamknięte na głucho.
Ocena: 8,5/10 - za klimat, autentyczność, styl i odwagę w opowiadaniu o niewygodnych prawdach.
Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Brak komentarzy: