Czy da się zdradzić kogoś, jeśli najpierw zdradziliśmy... siebie?


Znasz to uczucie, gdy wszystko jest „w porządku”, ale nie czujesz nic? Żyjesz w idealnym związku, w bezpiecznym kraju, w pięknym domu - a jednak każdego dnia wstajesz z poczuciem wewnętrznej pustki, jakbyś istniała tylko z obowiązku? Jeśli kiedykolwiek doświadczyłaś tej emocjonalnej szarości, to „Zdrada” Paulo Coelho trafi w czuły punkt twojego serca.


Kiedy sięgałam po tę książkę, spodziewałam się historii o romansie, może nawet o kryzysie wieku średniego. Dostałam coś więcej - próbę uchwycenia momentu, w którym kobieta przestaje siebie rozpoznawać, mimo że jej życie wygląda „jak z katalogu”. Linda, 31-letnia dziennikarka, teoretycznie ma wszystko: miłość, dzieci, stabilizację, ale nie ma najważniejszego - siebie samej. Coś się w niej wypaliło. Życie stało się powtarzalne, a uśmiech mechaniczny.


Spotkanie z byłym chłopakiem - obecnie znanym politykiem - staje się dla niej punktem zwrotnym. Romans, w który się angażuje, to nie tylko klasyczna zdrada. To desperacki krzyk o autentyczne emocje, o bycie zauważoną, o poczucie, że żyje naprawdę. I choć nie wszystko, co Linda robi, jest moralnie akceptowalne, to jej decyzje są prawdziwe, surowe i aż boleśnie ludzkie.


Narracja pierwszoosobowa pozwala wejść głęboko w myśli bohaterki. Czasem nawet za głęboko. Linda rozkłada siebie na czynniki pierwsze, analizuje, kontempluje, próbuje zrozumieć, co sprawiło, że „idealne” życie przestało jej wystarczać. W pewnym momencie miałam wrażenie, że to książka bardziej o zdradzie samej siebie niż o zdradzie małżeńskiej. Coelho nie stawia łatwych tez, nie moralizuje - raczej zostawia nas z pytaniami: Czy można zdradzić innych, jeśli najpierw się porzuciło siebie? Czy zdrada może być początkiem odrodzenia?


Trzeba przyznać - fabularnie to dość prosta historia. Nie zaskakuje zwrotami akcji, nie epatuje dramatyzmem. Ale też nie o to tu chodzi. Siłą „Zdrady” są emocje i refleksje, które trafiają tam, gdzie zazwyczaj chowamy to, czego nie chcemy czuć. Pragnienie bycia kimś więcej niż tylko matką, żoną, pracownicą. Chęć poczucia namiętności, nawet jeśli trzeba sięgnąć po nią wbrew zasadom. Potrzeba wyjścia poza rutynę, nawet za cenę cierpienia.


Czy Linda jest postacią, którą można polubić? Nie do końca. Ale trudno jej nie rozumieć. Niektóre jej decyzje są niezrozumiałe, może nawet odpychające. A jednak... są prawdziwe. To właśnie te skrajności - między apatią a pożądaniem, między przyzwoitością a szaleństwem - czynią tę powieść tak refleksyjną.


Z jednej strony miałam wrażenie, że Coelho nieco traci swój charakterystyczny mistycyzm, z drugiej - że robi to świadomie, by pokazać, że największe bitwy toczą się nie w symbolach, ale w codzienności. Że zdrada to nie tylko temat moralny, ale i egzystencjalny. Bo czasem zdradzamy nie dlatego, że przestaliśmy kochać drugą osobę, ale dlatego, że przestaliśmy czuć cokolwiek. A wtedy nawet zakazany dotyk wydaje się jedyną nadzieją na przebudzenie.


Czy polecam tę książkę? Tak - ale nie każdemu. To powieść dla tych, którzy nie boją się zaglądać w lustro. Dla tych, którzy nie oczekują szybkiej akcji, lecz potrzebują książki, która stawia pytania, zamiast dawać odpowiedzi. Dla tych, którzy mają odwagę przyznać, że czasem „idealne życie” wcale nie wystarcza.


Ocena 6/10


Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Drzewo Babel




Brak komentarzy: