Czy da się pokochać życie, kiedy jego rytm wyznacza serce kogoś, kto już nie żyje?
Nie potrafię przestać o niej myśleć. O Sydney. O Mii. O ich sercach - jednym, które przestało bić, i drugim, które dopiero zaczęło na nowo.
„Serce z odzysku” Erin Stewart to jedna z tych książek, które otwierają w czytelniku szufladki z emocjami, o których nawet nie wiedział, że je ma. I robią to tak cicho, delikatnie… aż nagle łapiesz się na tym, że masz ściśnięte gardło, a między kartkami ukryte jest coś więcej niż fabuła - prawda, którą każdy z nas gdzieś w sobie nosi.
Sydney miała umrzeć. Nie mogła chodzić do szkoły, nie miała planów na przyszłość, a jej dni były wypełnione tylko ciszą, chorobą i Chloe - jedyną osobą, która wiedziała, jak to jest bać się, że jutra może nie być. A potem… przyszedł ten jeden telefon.
Cud.
Nowe życie.
Nowe serce.
I właśnie tu zaczyna się właściwa historia - bo co, jeśli ten dar, który miał być wybawieniem, staje się więzieniem? Sydney nie umie odciąć się od Mii, dziewczyny, której serce teraz nosi. Poznaje jej świat, jej przyjaciela, jej marzenia. I zakochuje się… tylko że nie potrafi powiedzieć prawdy. Bo jak powiedzieć, że nosisz w sobie cząstkę kogoś, kogo on kochał?
Erin Stewart nie idzie na skróty. Nie ucieka od trudnych tematów. Jej bohaterowie nie są „ładnie złamani” - są potargani, popękani i prawdziwi. Sydney to nie kolejna silna dziewczyna, która pokonuje wszystko z uśmiechem. Ona się boi. Waha. Milczy. A to właśnie czyni ją tak bardzo autentyczną.
To, co zrobiło na mnie największe wrażenie, to sposób, w jaki autorka pokazuje zderzenie wdzięczności z żałobą. To nie tylko opowieść o dziewczynie po przeszczepie - to głęboka refleksja o winie ocalałego, o relacjach budowanych na niedopowiedzeniach, i o tym, jak bardzo serce potrafi tęsknić za czymś, czego nigdy nie miało.
Clayton… no cóż, nie mogę nie wspomnieć o nim. On nie jest „chłopakiem z okładki”. To postać zbudowana na emocjach, pamięci i niedokończonych rozmowach. I choć wiele razy chciałam nim potrząsnąć, zrozumiałam, że on też próbuje oddychać w świecie, w którym brakuje mu jednej, ważnej osoby. Czy on i Sydney mają szansę na coś prawdziwego, kiedy cieniem między nimi zawsze będzie Mia?
„Serce z odzysku” to książka, którą się przeżywa, a nie czyta. Każde zdanie jest jak krok po cienkiej linie między życiem a pamięcią. To nie jest łatwa opowieść, ale jeśli tylko pozwolisz jej wybrzmieć - zostawi ślad. I może, tak jak mnie, pomoże ci spojrzeć na własne życie z nowym rytmem. Jest to historia, która wzrusza, ale też zmusza do refleksji - a przy tym nie popada w banał. Erin Stewart z ogromną empatią prowadzi czytelnika przez emocjonalne rozdroża bohaterki. Temat przeszczepu serca, winy ocalałego i życia „z odzysku” został przedstawiony subtelnie, ale z wyczuwalną intensywnością.
Do czego mogę się doczepić? Momentami relacja między Sydney a Claytonem mogłaby być bardziej pogłębiona, a tempo w drugiej części lekko siada. Ale nie zmienia to faktu, że to poruszająca, dobrze napisana młodzieżówka z duszą – i zdecydowanie warto po nią sięgnąć, jeśli szukasz książki, która zostaje w sercu na dłużej.
Ocena 8,5/10
Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Jaguar

Brak komentarzy: