Czy zdarzyło Ci się czuć bezradność, kiedy Twoje dziecko patrzy na Ciebie z oczekiwaniem, a Ty nie masz pomysłu, jak twórczo spędzić z nim czas?

Jeśli kiwasz głową - doskonale to rozumiem. Mi też się to zdarzało i żałuję, że książka „Zabawy z dzieckiem. 12–24 miesiąc” autorstwa Marii Boguszewskiej nie ukazała się wcześniej. Bo okazało się, że można inaczej. Spokojniej. Mądrzej. I z większym luzem.


To nie jest „kolejny poradnik”, który ląduje na półce, bo po pięciu stronach czujesz się zbyt zmęczona, żeby go dokończyć. To książka, do której wracasz codziennie jak do dobrego planera lub sprawdzonej przyjaciółki - z konkretnym pytaniem i pewnością, że znajdziesz odpowiedź.


Boguszewska pisze prosto, ale z szacunkiem do rodzica. Nie infantylizuje, nie moralizuje, nie ocenia. Podaje wiedzę opartą na badaniach i wieloletnim doświadczeniu, ale robi to w sposób, który pozwala ją zastosować tu i teraz, w realnym chaosie rodzicielskiej codzienności.


Każda zaproponowana przez nią zabawa ma swój cel - nie tylko „zająć czymś dziecko”, ale wspierać rozwój konkretnych umiejętności: poznawczych, językowych, ruchowych czy społeczno-emocjonalnych. Jednocześnie to aktywności, które nie wymagają kupowania miliona pomocy dydaktycznych czy plastiku z Internetu. Autorka pokazuje, że wystarczą kredki, miska z wodą, makaron, twoje ręce i… czas.


Ważne jest też to, jak bardzo ta książka uwrażliwia na relację - nie tylko na rozwój samego dziecka. W wielu miejscach miałam wrażenie, że autorka mówi: „Zatrzymaj się. Spójrz mu w oczy. To najważniejsze.” I choć to oczywistość, w codziennym biegu często o tym zapominamy.

To poradnik, który daje poczucie kompetencji bez presji. Możesz korzystać z niego wybiórczo - szukając pomysłów na zabawę na 5 minut lub planując cały dzień. Możesz też po prostu poczytać i nabrać przekonania, że dobrze sobie radzisz - bo już samo czytanie tej książki to krok w stronę uważnego rodzicielstwa.


Mój osobisty hit? Propozycje zabaw sensorycznych i językowych - dzięki nim zaczęłam patrzeć na proste czynności (jak zakładanie skarpetek, przesypywanie ryżu czy naśladowanie odgłosów zwierząt) jako na coś więcej niż zabicie czasu. Zaczęłam je dostrzegać jako szansę na budowanie więzi i wspieranie rozwoju w najbardziej naturalny sposób - przez zabawę.


I jeszcze jedno - choć mój syn ma już 36 miesięcy, korzystamy z wielu tych zabaw. Część z nich lekko modyfikuję, część zostaje dokładnie taka, jak opisana w książce - i wciąż świetnie się przy nich bawimy. To dla mnie najlepszy dowód na to, jak bardzo te propozycje są przemyślane, uniwersalne i wspierające - także po „oficjalnym” zakończeniu drugiego roku życia.


Ocena: 9,5/10 - za merytoryczną treść, klarowną strukturę, prosty język i poczucie, że jestem wystarczającą mamą, nawet jeśli czasem nie mam siły na wielkie kreatywne projekty.


Współpraca reklamowa | Wydawnictwo SBM





Brak komentarzy: