Czy myślisz czasem o tym, że jeszcze za naszego życia człowiek może założyć osadę na Marsie?
Nie w filmie science fiction, nie w literackiej wizji przyszłości, ale naprawdę. Jeśli ta myśl porusza Twoją wyobraźnię – to książka „Mars. Tajemnice czerwonej planety” Przemysława Rudzia będzie dokładnie tym, czego szukasz.
Zanim sięgnęłam po tę pozycję, miałam w głowie tylko kilka mglistych skojarzeń: łazik Perseverance, czerwonawy krajobraz i wizje Elona Muska. Nie spodziewałam się jednak, że ta książka sprawi, iż Mars stanie się… prawie namacalny. Bliski. Może nie emocjonalnie, ale na pewno naukowo. Autor potrafi pisać o kosmosie z pasją, ale bez zbędnego patosu. To nie podręcznik, choć zawiera ogromną dawkę wiedzy. To także nie powieść, choć czasem czytałam ją z wypiekami na twarzy jak dobry thriller.
Przemysław Rudź zabiera nas w podróż przez historię badań nad Czerwoną Planetą – od pierwszych teleskopowych obserwacji, przez spektakularne misje sond, aż po te najbardziej aktualne: łaziki, drony, orbity. Każdy rozdział otwiera przed czytelnikiem kolejne drzwi do fascynującego świata: klimat Marsa, skład atmosfery, zagadnienia geologiczne, ale też kwestie techniczne przyszłych misji załogowych. Nie zabrakło też rozdziału o marzeniach kolonizacji – zderzonych z chłodnymi faktami i ryzykiem.
Najbardziej podobało mi się to, że Rudź nie sili się na efekciarstwo. On po prostu tłumaczy, pokazuje i zachęca do dalszego zgłębiania tematu. Zamiast hurraoptymizmu serwuje wyważony obraz – Mars może i kusi, ale jeszcze nie raz nas zaskoczy. Czy to trudnymi warunkami, czy problemami technologicznymi, czy choćby etycznymi pytaniami o to, czy powinniśmy tam w ogóle lecieć.
Dużym plusem jest też szata graficzna książki – ilustracje, zdjęcia z misji NASA i ESA oraz infografiki są świetnym dopełnieniem treści i pomagają wizualizować opisywane zjawiska. Czytałam i co chwilę robiłam pauzę, by spojrzeć na zdjęcia kraterów, suchych koryt rzek czy planów baz marsjańskich. To działa na wyobraźnię!
Dla kogo jest ta książka? Moim zdaniem dla każdego, kto choć raz spojrzał w nocne niebo i poczuł ukłucie ciekawości. Nie trzeba mieć doktoratu z astrofizyki, by ją zrozumieć – ale po lekturze można mieć wrażenie, że właśnie się taki zdobyło. Autor tłumaczy zawiłe zagadnienia przystępnym językiem, ale nie upraszcza ich do banału. To rzadkie połączenie.
Jeśli więc masz ochotę odbyć podróż na Marsa bez wychodzenia z domu – polecam z całego serca. Nie tylko poszerzysz swoją wiedzę, ale też zyskasz nowe spojrzenie na miejsce człowieka we Wszechświecie. I może tak jak ja, po przeczytaniu tej książki, będziesz patrzeć na Czerwoną Planetę z nowym rodzajem podziwu – jako na sąsiada, którego zaczynamy powoli poznawać.
Ocena: 9/10 – za pasję, wiedzę, przystępność i inspirację do dalszych kosmicznych poszukiwań.
Współpraca reklamowa | Wydawnictwo SBM

Brak komentarzy: