Zdarza Ci się wracać do książek, które już dobrze znasz? Wzbudzają one za każdym razem w Tobie inne emocje?
Khaled Hosseini piszę w taki sposób, że do jego książek wracam z ogromnym wzruszeniem. Za każdym razem wzbudzają we mnie cały ogrom emocji i nie inaczej było w przypadku „Tysiąca wspaniałych słońc”. Bo choć czytałam tę powieść już lata temu, historia Mariam i Lajli poruszyła mnie na nowo - może jeszcze mocniej niż za pierwszym razem.
Są książki, które zmieniają się wraz z nami. Do których wracamy nie tylko z sentymentu, ale z potrzeby zmierzenia się z ich emocjonalną prawdą jeszcze raz. I właśnie tak było z tą książką Hosseiniego.
To opowieść o kobietach. O ich bólu, o cichym heroizmie, o codziennym przetrwaniu w rzeczywistości, która z definicji jest przeciwko nim. Mariam i Lajla - dzieli je wszystko: wiek, status, doświadczenia. Łączy tylko jedno: mąż i opresyjny system, który nie zostawia miejsca na indywidualność, bunt ani głos.
Hosseini pisze o nich z czułością, ale i bez taryfy ulgowej. Pokazuje małżeństwo jako instytucję, która nie daje miłości, ale odbiera godność. Pokazuje Afganistan jako kraj, gdzie kobieta często nie ma nawet prawa do własnego głosu, a jedyną formą solidarności staje się milczące wsparcie innej kobiety - tej, którą życie postawiło tuż obok, w tym samym piekle.
Wzruszyła mnie relacja między bohaterkami. Ich nieufność, która przeradza się w czułość. Ich wzajemna obrona, ich sprzeczne emocje - bo nic tu nie jest oczywiste. Hosseini nie pisze o prostych uczuciach. Pisze o emocjach trudnych, często sprzecznych, złożonych. To właśnie sprawia, że ta książka ma taką siłę.
Znowu byłam z nimi - w kuchni, w ogródku, w cichych momentach, kiedy jedynym azylem staje się spojrzenie drugiego człowieka. I znowu miałam gulę w gardle, kiedy ta miłość – siostrzana, kobieca, oparta na poświęceniu – musiała zmierzyć się z brutalnością świata.
Na tle tej intymnej historii Hosseini rysuje też szeroki obraz politycznego upadku Afganistanu. Wplata w narrację wojnę, przemoc, rosnącą potęgę Talibów. I choć to tylko tło, ono również bije po oczach - bo przypomina, że historia jednostki zawsze rozgrywa się w cieniu historii świata.
Czy są tu uproszczenia? Być może. Rasheed jako antybohater nie pozostawia miejsca na interpretację. Ale to nie przeszkadza - bo nie o niego tu chodzi. To nie jest jego historia. To jest historia kobiet, które z milczenia uczyniły oręż.
“Tysiąc wspaniałych słońc” to książka, która rozdziera, ale i buduje. Pokazuje, jak ogromna siła tkwi w cichych gestach, w obecności, w solidarności. Dla mnie - to jedna z najważniejszych opowieści o kobiecości, jakie kiedykolwiek przeczytałam.
I cieszę się, że do niej wróciłam.
Ocena: 10/10 - bo to powieść, która przekracza granice literatury pięknej i staje się doświadczeniem. To książka, która boli, koi, edukuje i zostaje. I nie miałam wątpliwości, że należy jej się najwyższa nota.
Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Albatros

Brak komentarzy: