Czy zawsze warto znać prawdę? Nawet wtedy, gdy ta prawda może cię zniszczyć?
Po lekturze „Piorunochronu” Darii Shualy nie mam już żadnych wątpliwości - czasem cena jest zbyt wysoka.
Lubię historie, które wyłamują się ze schematów. A ta książka właśnie to robi - z przytupem, w dusznym, upalnym Tel Awiwie, gdzie powietrze tnie się nożem, a ciszę rozdziera nie tylko echo rakiet, ale też dźwięki emocji, których nie da się zagłuszyć. „Piorunochron” to opowieść, która z jednej strony przypomina klasyczny kryminał o zaginięciu, a z drugiej bezpardonowo wkracza na teren thrillera społecznego, sensacyjnego, a momentami wręcz egzystencjalnego. I choć to dopiero początek zapowiadanej serii, ja już wiem - ta bohaterka zostanie ze mną na długo.
Mazi Morris - kobieta bez licencji, ale z wyjątkowym nosem do kłopotów. Detektyw, której desperacja równa się determinacji. Nie jest idealna. Ba! Jest cholernie nieidealna - skrzywdzona, wściekła, bez złudzeń, ale z sercem, które bije mocniej, gdy chodzi o sprawiedliwość. Gdy przyjmuje zlecenie odnalezienia Jasmin Szechter, nie wie jeszcze, że wchodzi w układanki większe niż jej możliwości. Ale wie jedno - nie odpuści.
To, co mnie kupiło od razu, to klimat. Tel Awiw w tej książce żyje. Jest lepki, ostry, brutalny. Ulice pełne są kontrastów: bogactwa, które oślepia, i biedy, która boli. Ludzi, którzy mają wszystko i nie mają sumienia. Miejsc, gdzie prawo nie sięga, a jeśli sięga - to tylko do tych, którzy nie potrafią się bronić. Shualy nie ucieka od trudnych tematów: korupcja, przemoc, seksualność jako waluta, klasa kontra klasa, wojna jako tło codzienności. Wszystko to jest tu namacalne, intensywne i niepokojąco realne.
Nie jest to książka dla każdego. Nie daje ukojenia. Nie serwuje prostych rozwiązań. Ale jeśli lubisz historie, które wyrywają z komfortu, które każą ci patrzeć szerzej - to coś dla ciebie. Mazi nie prowadzi śledztwa w sposób książkowy. Ona się po prostu rzuca w wir, licząc na instynkt i odwagę. A my, jako czytelnicy, rzucamy się razem z nią - bez gwarancji miękkiego lądowania.
Shualy potrafi pisać. Jej język jest gęsty, sensualny, ale nie przegadany. Lubię, kiedy zdania nie tylko niosą fabułę, ale też budują atmosferę. Tutaj każde słowo zdaje się mieć wagę. Narracja nie pędzi - chwilami wręcz zatrzymuje się, pozwalając nam rozejrzeć się w emocjach postaci. W ich słabościach, lękach, gniewie. To książka, która mówi: „Zobacz, taki jest świat. Chcesz coś z tym zrobić?”
Muszę jednak zaznaczyć - niektóre sceny fizycznej bliskości nie do końca mnie przekonały. Były zbyt ekspresyjne lub zbyt oczywiste w kontekście tego, jak bardzo historia opierała się na niedopowiedzeniach. Ale nie przeszkodziło mi to czuć tej opowieści - bo „Piorunochron” to coś więcej niż thriller. To studium samotności, odwagi i tego, co człowiek zrobi, gdy zostanie przyparty do muru.
Ocena: 9/10 - za klimat, który wciąga jak piach pustyni. Za Mazi, która jest jak burza - nieprzewidywalna, ale potrzebna. Za Tel Awiw, który nie jest tłem, tylko bohaterem. Punkt mniej za drobne przerysowania w niektórych wątkach, ale całościowo - rewelacja.
Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Albatros

Brak komentarzy: