Czy można żyć w luksusie i jednocześnie czuć się uwięzionym? Czy możliwe jest, że za perfekcyjnym zdjęciem z Dubaju kryje się codzienna walka o oddech, godność i własne marzenia?


Z tymi pytaniami weszłam w świat Nahaan – kobiety, która z pozoru ma wszystko. Prestiżową pracę stewardesy w prywatnych liniach lotniczych, egzotyczne podróże, piękne kadry na Instagram i rodzinę. Ale „Stewardesa. Ból w jej oczach” szybko pokazuje, że nie wszystko złoto, co się świeci. Ta historia nie rozgrywa się na wysokości 10 tysięcy metrów, lecz głęboko – w sercu kobiety, która stopniowo traci grunt pod nogami.


Nahaan to bohaterka nieoczywista. Irakijka, żona, matka, kobieta w kulturze, która nie zawsze pozwala mówić głośno o cierpieniu. A jednak Kinga Jesman daje jej głos. I to głos pełen sprzeczności – ciepły, ale zmęczony. Ambitny, a jednocześnie zagubiony. Odważny, choć przesycony strachem. I właśnie za tę wielowymiarowość tak doceniam tę powieść.


To nie jest książka, którą pochłania się jednym tchem z wypiekami na twarzy. To raczej historia, która sączy się powoli – jak codzienność Nahaan, której życie pęka w szwach. Mąż, który stracił pracę, coraz mniej przypomina tego, którego kiedyś pokochała. Odpowiedzialność za dom, finanse, dziecko – spadają wyłącznie na nią. Ale to nie ciężar kart kredytowych ją przytłacza – tylko tęsknota za córeczką. Bo kiedy Twoja praca oznacza wieczną rozłąkę, nawet najpiękniejszy widok z okna samolotu przestaje cieszyć.


Z czasem odkrywamy, że ból, który tlił się w oczach Nahaan od początku, ma źródło znacznie głębsze – w przeszłości, którą próbowała zakopać pod luksusem i obowiązkami. I to właśnie momenty, kiedy przeszłość wraca, są w tej książce najmocniejsze. Autorka nie epatuje dramatem, ale pokazuje, jak cicho potrafi krzyczeć cierpienie. I jak wiele trzeba odwagi, by postawić na siebie – zwłaszcza w świecie, który kobiecie nie zawsze pozwala wybierać.


To również opowieść o tym, że ucieczka – nawet ta w przestworza – nie zawsze daje wolność. I że nie każdy ratunek przychodzi od księcia na białym koniu (nawet jeśli ma prywatny odrzutowiec i jest Emiratczykiem). Przystojny wybawca, który pojawia się w życiu Nahaan, budzi nadzieję, ale to nie on jest osią tej historii. Bo prawdziwa siła tej książki tkwi w cichej, wewnętrznej rewolucji bohaterki.


Czy czegoś mi zabrakło? Trochę tak – głębszego zanurzenia w kulturze, która miała być tłem. Momentami miałam wrażenie, że Nahaan mogłaby być równie dobrze Polką czy Włoszką – bo jej irackość nie wybrzmiewała wystarczająco mocno w emocjach, języku, relacjach. A szkoda, bo to mogłoby dodać tej opowieści jeszcze większej intensywności.


Ocena: 8/10 – za temat, który porusza, język, który nie sili się na patos, i za bohaterkę, która pokazuje, że nie trzeba krzyczeć, by mówić o swoim bólu. Książka subtelna, dojrzała, z pewną dawką niedosytu – ale takiego, który prowokuje do refleksji.


Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Skarpa Warszawska





Brak komentarzy: