Czy można zakochać się w kimś, kto od początku działa Ci na nerwy? A potem… zupełnie niespodziewanie staje się kimś, kto sprawia, że zaczynasz znowu wierzyć w miłość?
Po lekturze „From Sicily with Love” Adrianny Ratajczak wiem jedno - wszystko może się wydarzyć, gdy na jednej scenie spotkają się temperament, słońce i… hollywoodzki drużba.
Ta książka to idealna pocztówka z Sycylii - pachnąca cytrusami, skąpana w słońcu i pełna emocji, które buzują jak prosecco o poranku. I choć z pozoru to lekka komedia romantyczna, to szybko okazuje się, że pod warstwą uroczych dialogów i weselnych przygotowań kryje się opowieść o stracie, zawodzie, szukaniu siebie i… otwieraniu się na nową szansę.
Poznajcie Iris - kobietę, która po złamanym sercu rzuciła korpo w Londynie i zamieniła prawnicze salony na rodzinny hotelik na Sycylii. Brzmi jak bajka? No może trochę - ale nawet bajki mają swoje dramaty. Jej pensjonat ledwo zipie, a na głowie ma organizację wesela swojej najlepszej przyjaciółki. I wtedy - bum - pojawia się on: Reginald Nelson, wschodząca gwiazda kina i drużba, który od pierwszej chwili irytuje ją jak nikt. A może właśnie dlatego nie może przestać o nim myśleć?
Ich relacja to nie „miłość od pierwszego wejrzenia”. To raczej „błędne osądy, złośliwości i podsłuchana rozmowa, która wszystko komplikuje”. Ale to właśnie dzięki tym spięciom i niedopowiedzeniom napięcie między nimi jest tak autentyczne. A kiedy już zaczynają się do siebie zbliżać - ojej, jak to iskrzy! Nie tandetnie, nie przesłodzenie, tylko… prawdziwie.
Adrianna Ratajczak napisała książkę, która smakuje jak letnie wakacje - słodką, lekko gorzką, pełną kolorów i kontrastów. To historia, która bawi, wzrusza i zostawia po sobie coś więcej niż tylko dobre wrażenie. To opowieść o tym, że nawet po największym rozczarowaniu można znowu poczuć motyle w brzuchu. Ale zanim one przylecą, trzeba nauczyć się rozmawiać, przebaczać, zaufać.
Na ogromny plus zasługują też poboczni bohaterowie - przyjaciele Iris i Reggiego są jak przyprawy w dobrej sycylijskiej kuchni. Dodają smaku, humoru, koloru. Zwłaszcza Jayden z jego piłkarskimi przyśpiewkami i Alison, która pokazuje, że przyjaźń potrafi przetrwać wszystko. A tło tej historii? Malownicze uliczki, cytrynowe gaje, szum morza… Autorka serwuje nam całą Sycylię na tacy - i to z kieliszkiem zimnego limoncello.
Podobało mi się, że „From Sicily with Love” to coś więcej niż tylko romans. To historia o akceptacji siebie, o tym, że nie trzeba być idealnym, by zasłużyć na szczęście. I o tym, że czasem trzeba wyjechać bardzo daleko, żeby naprawdę odnaleźć siebie.
Jeśli szukasz książki na lato - tej, którą czyta się z uśmiechem, przy której śmiejesz się, wzruszasz i po prostu dobrze bawisz - sięgnij po tę historię. Ja przez większość czasu miałam na twarzy głupi uśmiech. A po skończeniu czułam się tak, jak po powrocie z wakacji, które były trochę za krótkie, ale absolutnie cudowne.
Ocena: 8,5/10
Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Gorzka Czekolada

Brak komentarzy: