Czy można pokochać kogoś, kto na początku jest dla nas tylko… obowiązkiem?

Miłość z rozsądku, fałszywe małżeństwo, kontraktowe zobowiązanie, które z każdą stroną staje się czymś więcej… „Między zobowiązaniem a zdradą” Shain Rose to historia, która próbuje zderzyć dwie skrajnie różne osobowości w jednym układzie – opartym na pieniądzach, obowiązku i pozorach. Ale czy z tego może narodzić się prawdziwe uczucie?


Na TikToku ten tytuł robi furorę. Internautki wzdychają do Declana Hardy’ego – aroganckiego miliardera i byłego sportowca, który nie bawi się w półśrodki. Ma wszystko: urodę, władzę, fortunę i… serce z lodu. A przynajmniej na początku. Bo kiedy pojawia się jego nowa „żona” – z rozsądku i konieczności – zaczynają się tarcia, które powoli zmieniają się w napięcie. Tylko czy to wystarczy, by czytelnik dał się ponieść tej historii?


Muszę przyznać – Shain Rose stworzyła relację, która miała potencjał. Motyw enemies to lovers, różnice charakterów, warunki zawarte w testamencie – to wszystko powinno działać. Powinno. Jednak zgrzyty zaczynają się dość szybko.


Przede wszystkim – chemia między bohaterami jest niewiarygodnie płaska. Ich relacja rozwija się w sposób, który ciężko nazwać naturalnym. Jednego dnia są dla siebie wrogo zdystansowani, drugiego – rzucają się sobie w ramiona. Bez budowania napięcia, bez stopniowego pogłębiania relacji. Zabrakło mi tej elektryzującej wymiany spojrzeń, tej niepewności, która sprawia, że przewracamy strony z wypiekami na twarzy. Tutaj – niestety – wszystko wydarza się zbyt szybko, zbyt powierzchownie.


Ona – wycofana, racjonalna, chce trzymać wszystko pod kontrolą. Miała być silna, niezależna, ale zamiast tego wypada często jak zagubiona, bierna i irytująca. On – typowy bad boy z kontem pełnym zer i podejściem „moja racja jest mojsza”. Dominujący, kontrolujący, wręcz toksyczny. Rozumiem, że taki archetyp może mieć swoich zwolenników, ale dla mnie był zbyt przerysowany. Nie da się zbudować zdrowej, emocjonującej relacji, gdy jedno z bohaterów traktuje drugie jak pionka w grze.


Fabuła? Brzmi jak bajka o współczesnym Kopciuszku w świecie pieniędzy i kontraktów. Ale niestety, nie każda bajka ma swoje „żyli długo i szczęśliwie”. W tym przypadku mamy zbyt wiele uproszczeń, niewykorzystanych emocjonalnie scen i dialogów, które częściej rażą sztucznością niż wzbudzają zaangażowanie. Miałam wrażenie, że wiele scen powstało tylko po to, żeby „coś się działo”, ale nie miały one głębi, która zostaje z czytelnikiem na dłużej.


Czytałam tę książkę z nadzieją, że znajdę chociaż jeden moment, który mnie porwie, jeden zwrot akcji, który sprawi, że serce zabije mocniej. Ale niestety – to, co miało być gorącym romansem, okazało się letnim zawodem.


Mimo wszystko – nie odbieram tej historii całkowicie wartości. Dla kogoś, kto lubi szybkie, lekkie romanse z wątkiem „małżeństwa z rozsądku”, może to być pozycja na jeden wieczór. Styl autorki jest lekki, momentami z humorem, co może uratować nieco całość. Ale jeśli – jak ja – szukasz historii z napięciem, pogłębioną psychologią bohaterów i emocjami, które nie znikają po zamknięciu książki… to tutaj tego nie znajdziesz.


Ocena 4/10


Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Zysk i S-ka





Brak komentarzy: