Czy da się zakochać tam, gdzie miało się nigdy nie wracać?
Znasz to uczucie, gdy przekraczasz granice miejsc, które kiedyś cię złamały – i nagle wszystko wraca? Emocje, wspomnienia, ludzie, których chciałaś zapomnieć? Miałam dokładnie takie wrażenie, kiedy zaczęłam czytać „Lato, kiedy złamałam ci serce” Elizabeth O’Roark. I nie spodziewałam się, że ta historia tak mocno mnie poruszy.
To już czwarty tom serii Pewnego lata, ale spokojnie – możesz sięgnąć po niego niezależnie, bo każda książka to osobna historia. I choć poprzednie części miały swoją siłę, to właśnie ta zrobiła na mnie największe wrażenie, jeśli chodzi o emocjonalny ładunek ukryty pod pozornie lekką formą.
Emmy wraca do Elliott Springs – miasta, które kiedyś ją osaczyło, odrzuciło i zostawiło na dnie. Wraca, ale nie jako ta zastraszona dziewczyna sprzed lat. Wraca silniejsza, twardsza, z planem zemsty w oczach i zamrożonym sercem. Ale jak to zwykle bywa… los ma swoje własne pomysły.
Na jej drodze staje Liam – budowlaniec z przeszłością, mężczyzna, który nie szuka dramatów, a spokoju. Ich relacja? Iskrzy od pierwszej sceny. Pełna sarkazmu, napięcia, niedopowiedzeń i ironicznych docinek. A pod tym wszystkim – coś kruszy się w Emmy. I coś zaczyna goić się w Liamie.
Elizabeth O’Roark potrafi pisać o ludziach połamanych w środku, ale wciąż zdolnych do miłości. I robi to bez nadmiernego patosu. Emmy jest bohaterką trudną, wręcz szorstką – ale nie da się jej nie zrozumieć. Miała matkę, która była bardziej wrogiem niż opiekunem, a całe dzieciństwo uczyło ją, że uczucia są oznaką słabości. A mimo to – ma w sobie delikatność. Taką, którą widzi tylko Liam. I pies.
Liam z kolei to postać, która w poprzednich tomach była tłem – a tutaj rozkwita. Poznajemy go z nowej strony – jako mężczyznę z przeszłością, ale też z ogromnym sercem. Nie jest rycerzem na białym koniu. Jest kimś lepszym – realistycznym, uważnym facetem, który widzi więcej niż to, co na powierzchni.
Ten romans spicy aż iskrzy od napięcia – fizycznego i emocjonalnego. Ale pod całą tą warstwą flirtu i pożądania, skrywa się opowieść o przebaczeniu. O tym, że czasem największa zemsta to pozwolić sobie na szczęście.
Czytałam jednym tchem, kartka za kartką. I choć nie płakałam jak przy poprzednim tomie, to „Lato, kiedy złamałam ci serce” zostawiło mnie z czymś, co lubię najbardziej – z myślą, że czasem trzeba wrócić tam, gdzie boli, żeby w końcu wyjść z tego cało.
Ocena: 8/10 – za bohaterkę, której się nie lubi, ale rozumie. Za relację, która nie jest cukierkowa, tylko autentyczna. I za klimat małego miasteczka, które – mimo wszystko – potrafi uleczyć stare rany.
Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Papierowe Serca

Brak komentarzy: