Czy potrafiłbyś spojrzeć śmierci prosto w oczy… jeśli miałaby do ciebie przemówić?


Nie spodziewałam się, że książka o zwłokach będzie… tak żywa. „Zmarli mają głos” Philippe’a Boxho to tytuł, który z jednej strony przyprawia o dreszcze, a z drugiej – wciąga zaskakująco lekko i naturalnie. A przecież tu nie ma fikcji, nie ma zasłon, nie ma złudzeń. To świat śmierci widziany oczami kogoś, kto dotyka jej codziennie – dosłownie.


Zawsze miałam słabość do książek z pogranicza true crime i reportażu. Ale to, co zrobił belgijski lekarz medycyny sądowej, to coś więcej niż zapis doświadczeń z sali sekcyjnej. To opowieść o granicach między życiem a śmiercią, o ciałach, które mówią więcej niż niejedno słowo wypowiedziane za życia. To także bardzo trafna – i zaskakująco ludzka – refleksja o nas samych. O tym, co robimy przed śmiercią. I o tym, co po niej zostaje.


Philippe Boxho przez 30 lat był tym, który słuchał zmarłych. Z pokorą, ale i z humorem. Jego styl jest chłodny, precyzyjny, czasem ironiczny, ale nigdy okrutny. Nie epatuje przemocą. Nie gra tanimi emocjami. A jednak – kiedy pisze o człowieku, który próbował umrzeć od jednego strzału, a potrzebował aż czternastu… lub o kobiecie, która po śmierci pociła się bardziej niż za życia – nie sposób nie poczuć dreszczu. I fascynacji.


Ta książka uczy. Bez wykładu. Pokazuje, że każda rana, każde uszkodzenie, każda pozycja ciała – coś mówi. I że lekarz sądowy to detektyw, który nie zadaje pytań – tylko odczytuje odpowiedzi. Dowiedziałam się tu więcej o zesztywnieniu zwłok, odbarwieniach pośmiertnych czy tempie rozkładu niż z jakiejkolwiek popularnonaukowej publikacji. Ale nigdy nie miałam poczucia „zimnej” nauki. Wręcz przeciwnie – czułam się częścią śledztwa.


Doceniam też, że Boxho nie szuka sensacji. Opowiada, jak jest. Z szacunkiem. Ale też z dystansem, którego w tak trudnym temacie po prostu potrzebujemy. Czarny humor? Jest. Ale podany z klasą. Bez kpiny. Tylko z błyskiem w oku człowieka, który przez trzy dekady patrzył na to, czego my widzieć nie chcemy – i nadal potrafi żartować. Bo bez tego nie da się tej pracy wykonywać.


Ta książka nie przytłoczyła mnie emocjonalnie – choć temat śmierci nigdy nie jest łatwy. Wręcz przeciwnie, poczułam, że to, co tak często spychamy na margines, można oswoić. A nawet zrozumieć. Bo zmarli naprawdę mają głos – tylko trzeba wiedzieć, jak słuchać.


Ocena 9/10 - za styl. Za klasę. Za wiedzę. I za to, że jeszcze długo po przeczytaniu miałam w głowie jedno pytanie: co moje ciało powiedziałoby o mnie, gdybym już nie mogła mówić sama?


Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Sonia Draga






 

Brak komentarzy: