Czy naprawdę znacie się tak dobrze, jak wam się wydaje? A może „Gierki Małżeńskie” odkryją kilka zaskoczeń…? 😉

Sięgnęłam po tę grę z lekkim przymrużeniem oka, przekonana, że przecież po tylu wspólnych latach nic mnie już nie zaskoczy. No cóż – zaskoczenie przyszło szybciej niż się spodziewałam, a śmiechom nie było końca.


„Gierki Małżeńskie” to planszówka, która od razu przyciąga wzrok – duże pudełko, kolorowe komponenty i niepodrabialne ilustracje Andrzeja Mleczki. Kto zna jego kreskę, ten wie: będzie ironicznie, zabawnie i bardzo trafnie. Te rysunki same w sobie są już zaproszeniem do rozgrywki, bo genialnie uchwycają klimat codziennych (i niecodziennych) potyczek między partnerami.


Zasady są proste – poruszasz się po planszy, trafiasz na różne pola i losujesz karty z zadaniami. Brzmi niewinnie? Tak tylko brzmi. Bo szybko okazuje się, że pytania z kart „Co ty wiesz o swoim partnerze?”, testy zgodności czy kalambury mogą być początkiem lawiny śmiechu, lekkiego zawstydzenia albo… małego prztyczka w nos. Ale bez obaw - to wszystko dzieje się w atmosferze luzu i dystansu, który ta gra wręcz wymusza.


Dla mnie ogromnym plusem jest to, że gra nie polega tylko na odpowiadaniu na pytania. Są tu wyzwania aktorskie, rysunkowe (kalambury są absolutnym hitem!) i takie, które pozwalają naprawdę sprawdzić, jak dobrze się znamy. A czasem - jak bardzo się różnimy w spojrzeniu na te same sytuacje. Niby zabawa, a wychodzi z tego… całkiem ciekawa terapia par w wersji light.


Testowaliśmy ją w duecie, ale po kilku rundach zaprosiliśmy znajomych - i tu dopiero się zaczęło. Wersja wieloparowa to totalny hit na wieczór gier! Różnorodność zadań sprawia, że nikt się nie nudzi, a interakcje między graczami dodają pikanterii. Każda para ma szansę zabłysnąć (albo się wygłupić - i to też jest urocze).


Doceniam też system żetonów kupidyna, który premiuje nie tylko dobrą pamięć czy spostrzegawczość, ale przede wszystkim wspólne działanie. To naprawdę wzmacnia relację - nawet jeśli w międzyczasie padną teksty typu „Jak możesz nie pamiętać, co jadłam na pierwszej randce?!”. 😉


Gra jest też bardzo uniwersalna - nada się zarówno dla świeżych par, jak i dla tych z długim stażem. Dla pierwszych to fajna okazja, by się poznać „poza schematem”, a dla drugich - przypomnienie, jak dobrze można się razem bawić. I serio, to nie tylko gra - to sposób na wieczór, który zostaje w pamięci na długo.


Jedyny mały minus? Przy grze tylko we dwójkę pewne elementy (jak rywalizacja między parami) trochę tracą na intensywności. Ale nadal - nawet w duecie - to świetna zabawa.


Ocena: 8,5/10 - za humor, różnorodność zadań, genialne ilustracje Mleczki i fakt, że każda partia kończy się śmiechem. Oczko mniej za to, że jednak największy potencjał ma w większym gronie.


Współpraca reklamowa | MDR Gry










Brak komentarzy: