Czy wierzysz, że jedno małe miasteczko może skrywać więcej mroku niż cała metropolia?

Katarzyna Bonda na przykładzie Gusławca udowadnia, że tak.


Czarodziej śmierci” Katarzyny Bondy to kryminał, który nie tylko trzyma w napięciu, ale dosłownie unosi się mgłą niepokoju, narkotycznych oparów i przemilczanych zbrodni. Co najważniejsze - ta historia nie jest tylko fikcją literacką. Inspiracją dla fabuły była prawdziwa historia, co nadaje całej opowieści jeszcze mocniejszego, bardziej przejmującego wydźwięku. Wiesz, że czytasz coś, co mogło się wydarzyć. I to boli.


Autorka ponownie wciąga nas w świat Leny Silewicz - twardej, niepokornej, upartej do bólu. Tym razem sierżantka trafia pod przykrywką do szkoły policyjnej, by rozpracować lokalny układ przestępczy. Jednak zamiast prostych śladów dostaje do rozwikłania misternie skonstruowaną pajęczynę tajemnic, które ktoś od lat skrzętnie zamiata pod dywan.


Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się zbyt idealne - miasteczko jak z obrazka, uprzejmi mieszkańcy, porządek i cisza. Ale to tylko fasada. Gusławiec to miejsce, w którym każdy wie, ale nikt nie mówi. Sprawy śmierci młodych dziewczyn zostały umorzone zbyt szybko, zbyt cicho. Lena węszy tam, gdzie inni odwracają wzrok. A im dalej wchodzi w sprawę, tym bardziej przekonuje się, że to, co odkryje, może pochłonąć ją całą.


Bonda w mistrzowski sposób buduje napięcie. Atmosfera jest duszna - nie tylko od narkotycznych oparów, które przewijają się przez strony książki, ale też od milczenia. Milczenia, które boli, które zżera od środka. Postać Leny dojrzewa - nie boi się już tylko działać poza regułami, ale zaczyna rozumieć, że czasem najtrudniejsza walka to ta, którą toczy się w sobie. Jej relacja z Noą - podcasterem, jedynym, który zdaje się wierzyć w jej przeczucia - to kolejny mocny punkt powieści. Pełna napięcia, podszyta niepewnością i wzajemnym badaniem się.


„Czarodziej” to nie tylko pseudonim oprawcy. To symbol. Czaru, który spowija prawdę. Hipnozy, jakiej uległo całe miasto. Każda ofiara miała być anonimowa. A jednak Lena wydziera imiona z niebytu. Szuka, grzebie, drąży. I choć sama coraz bardziej tonie w tej historii, nie przestaje.


Powieść Bondy nie daje odpocząć. Nie pozwala czytelnikowi złapać głębokiego oddechu. Każdy rozdział to kolejny krok w kierunku przepaści. A jednak idziemy dalej. Bo chcemy wiedzieć. Bo musimy.


To, co przeraża najbardziej, to fakt, że ta historia ma w sobie ziarno prawdy. Że gdzieś istniał człowiek, który był naszym „Czarodziejem”. Że dziewczyny, o których czytamy, miały imiona, marzenia, życie. I ktoś im to wszystko odebrał.


Bonda wie, jak pisać o zbrodni. Ale przede wszystkim wie, jak pisać o ludziach. O ich słabościach, lękach, zepchniętych wspomnieniach. O traumie, która nie znika - tylko zmienia maskę.


Jeśli lubisz książki, w których zło czai się za rogiem, a każdy bohater ma coś do ukrycia - to historia dla Ciebie. Nie musisz znać pierwszej części („Kolekcjoner lalek”), by zanurzyć się w Gusławcu. Ale ostrzegam: jak raz wejdziesz, trudno będzie się wydostać.


Ocena: 9/10 - za duszną atmosferę, gęstą sieć intryg i to, że po zakończeniu długo nie mogłam przestać myśleć o tej historii.


Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Muza




 

Brak komentarzy: