Czy książka naprawdę może zabijać? A jeśli tak… to czy miałbyś odwagę ją przeczytać?
Z Katarzyną Puzyńską mam historię znajomości pełną zakrętów – jedne książki mnie przyciągały, inne nieco męczyły. Ale „Dzielnica cieni” to zupełnie inna liga. To nie jest tylko kryminał. To opowieść, która wymyka się schematom i pokazuje, że literatura potrafi być naprawdę… niebezpieczna.
Wyobraź sobie Warszawę. Współczesną i tę sprzed lat. Szarą, duszną, gęstą od tajemnic i lęku. Jesień, wiatr, Wszystkich Świętych na horyzoncie – a w tym wszystkim cztery kobiety, które spotykają się na przystanku, by porozmawiać o czymś, co powinno było zniknąć. Ale wraca. Książka, która zabija. Brzmi jak metafora? A może nie do końca?
Narracja dzieli się między współczesność i rok 1968. I już samo to jest fascynujące – bo nie dostajemy płaskiego kryminału, ale gęstą opowieść o historii, winie, pamięci. O manipulacji i o tym, co robi z człowiekiem władza. Jest młoda dziewczynka, która ginie w czasach PRL-u. Milicja szuka winnych na chybił trafił. Jest wykładowca, który nie wierzy w oficjalną wersję wydarzeń. I zaczyna grzebać głębiej. A im głębiej sięga, tym ciemniej robi się w tej dzielnicy…
Wracamy do teraźniejszości. Nadia, pisarka z zagranicy, znajduje w Polsce nie tylko schronienie, ale i nową pasję. Biblioteka, do której trafia, jest jak ze snu – lub z koszmaru. Bibliotekarka wie, jaką książkę komu podsunąć. Czasem aż za dobrze. A gdy rzeczywistość zaczyna przypominać pisaną przez Nadię fikcję… robi się bardzo niepokojąco.
W tej historii nie ma nic oczywistego. Postacie są złożone, niejednoznaczne. Uwielbiam to, jak Puzyńska bawi się konwencją – z jednej strony mamy klasyczne „zamknięty pokój” i śledztwo, z drugiej magię, która przecieka przez kartki jak woda przez palce. Niby coś nierealnego, ale nie sposób powiedzieć: „to się nie mogło zdarzyć”.
Atmosfera? Ciężka, lepka jak mgła, która nie chce opaść. Tu wszystko ma znaczenie: stare zdjęcie, numer mieszkania, rysa na książce. Trzeba być czujnym, bo autorka zostawia tropy – nie zawsze w oczywistych miejscach. A zakończenie? Mówię tylko tyle: ciarki.
Czy było coś, co przeszkadzało? Może delikatne zagubienie przy ogromie postaci i wątków. Trzeba się skupić. Ale jeśli dacie się ponieść – wejdziecie w świat, który jest mroczny, ale też niezwykle literacki. Jakby Borges i Tokarczuk pisali razem thriller.
Ocena 9/10 - za klimat. Za język. Za pomysł. I za to, że po przeczytaniu „Dzielnicy cieni” trochę inaczej patrzę na książki w biblioteczce. A może zwłaszcza na te, które wydają się zbyt ciche…
Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Brak komentarzy: