Czy myślisz, że ludzie naprawdę się zmieniają – czy tylko lepiej ukrywają swoje prawdziwe twarze?
To pytanie kołatało mi w głowie przez cały czas lektury BEESTIEs Kamili Kolińskiej – książki, która wciągnęła mnie w wir toksycznych relacji, ukrywanej przemocy i powracającej przeszłości. Ale zanim Ci o niej opowiem – przygotuj się na emocjonalny rollercoaster, bo ta historia sprawia, że nie można przystać wobec niej obojętnym.
Mamy tu trzy bohaterki, które na pierwszy rzut oka łączy tylko przeszłość. Liceum, hierarchia, wpływy, potrzeba przynależności. Każda z nich miała w tej układance swoją rolę: liderka z bogatego domu, lojalna marionetka i dziewczyna z marginesu, która zrobiłaby wszystko, by tylko przestać być nikim. I choć lata minęły, pozornie są już dorosłe, ich więź przypomina bardziej duszące sidła niż przyjacielską relację. Gdy przypadkiem dowiadują się, że ich dawna ofiara – Asia – wychodzi za mąż, postanawiają wrócić do starych gier. “Dla zabawy”. Bo przecież można się pośmiać, prawda?
To, co zaczyna się jako zjazd starych “bestie”, szybko zamienia się w coś znacznie mroczniejszego. Autorka bardzo dobrze oddaje klimat narastającego niepokoju – nie potrzeba tu krwi i pościgów, by czuć napięcie. Wystarczy spojrzenie, niedopowiedziane słowo, lęk czający się w cichym “czy naprawdę to zrobimy?”.
Kamila Kolińska świetnie rozgrywa temat bullyingu – nie tylko jako przeszłego wydarzenia, ale jako czegoś, co odciska się na psychice na lata. Czytając fragmenty wspomnień Asi, czułam gulę w gardle. Jej bezsilność, strach i samotność były namacalne. I jeszcze to pytanie, które wraca raz po raz: czy naprawdę była tylko ofiarą, czy może skrywa coś więcej?
Doceniam podwójną linię czasową – przeskoki między licealną przeszłością a dorosłą teraźniejszością są płynne i świetnie zaplanowane. To właśnie dzięki temu historia zyskuje głębię, a my możemy zobaczyć, jak przeszłość nie tyle wpływa, co wręcz dyktuje teraźniejszość bohaterek.
Zresztą same bohaterki – choć wzbudzały moją irytację, momentami wręcz niechęć – zostały napisane tak, że nie mogłam przestać o nich myśleć. Ich toksyczna relacja, pełna zależności, rywalizacji i potrzeby kontroli, była jak trucizna sącząca się z każdej strony. Zdecydowanie nie są to postacie, które się lubi – ale właśnie dlatego są takie prawdziwe.
Zakończenie? No cóż – nie jest mnie łatwo zaskoczyć, a jednak tu autorka zagrała naprawdę dobrze. Kilka tropów można było przewidzieć, ale i tak finał sprawił, że odłożyłam książkę z uczuciem “co ja właśnie przeczytałam?!”. W tym wszystkim jest coś z Mossa, ale w kobiecym, bardziej psychologicznym wydaniu. I choć pewnie nie każdemu przypadnie do gustu (dla fanów krwistych thrillerów może być zbyt subtelny), dla mnie to była lektura idealna.
Czy BEESTIEs to najlepszy thriller, jaki czytałam? Nie. Ale to książka, która zostawia po sobie ślad – emocjonalny, niepokojący, zmuszający do refleksji. Dla mnie najważniejsze jest to, że opowiada o czymś ważnym – o przemocy psychicznej, manipulacji i cenie, jaką płacimy za potrzebę akceptacji. I o tym, że zło często przychodzi w błyszczącym opakowaniu – uśmiechu, wspólnych selfie i hasztagu #bestiesforever.
Ocena: 8/10
Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Must Read

Brak komentarzy: