„Kandydat” to thriller polityczny, dramat psychologiczny i duszna medytacja nad mechanizmem władzy w jednym. Niełatwo go zaklasyfikować, bo to więcej niż tylko historia o prezydencie, który nie może zasnąć w noc przed drugą turą wyborów. To opowieść o człowieku, który uwikłał się we własne wyobrażenie o byciu wybranym. O kimś, kto miał być silny, ale zaczyna się kruszyć od środka. I o Reporterze - nieco zbrukanym, może naiwnym, a może po prostu zdesperowanym - który widzi w tej nocy swoją ostatnią szansę.


Żulczyk znów robi to, co potrafi najlepiej - wbija szpilę głęboko w rzeczywistość, której wszyscy jesteśmy częścią, i pokazuje, co dzieje się, kiedy mechanizmy władzy zaczynają się zacinać. Nie padają tu nazwiska, ale trudno nie myśleć o znanych twarzach z ekranów telewizorów. Nie ma tu jednoznacznych osądów, ale w każdym akapicie czuć gniew, ironię i pewną bezsilność wobec systemu, który działa, bo… musi. Bo tak został skonstruowany.


To nie jest książka dla każdego - i nie dlatego, że jest trudna językowo. Styl Żulczyka jest tu dokładnie taki, jakiego można się po nim spodziewać: ostry, miejscami brutalny, pełen błyskotliwych dialogów i bardzo plastycznych obrazów. Ale to, co może odstraszać, to duszność tej historii. Większość akcji rozgrywa się w ciągu jednej nocy – nocy decyzji, nocy rozliczeń, nocy, w której wszyscy bohaterowie próbują ocalić siebie, choć często już nie mają czego ratować.


Narracja prowadzona z dwóch perspektyw - Prezydenta i Reportera - to strzał w dziesiątkę. Dzięki temu widzimy dwie strony tej samej monety: z jednej chłód gabinetów, z drugiej brud ulicy. Żulczyk nie pozwala nam sympatyzować w pełni z żadnym z bohaterów, ale zmusza do tego, byśmy ich słuchali. Ich myśli, wspomnienia, emocje – wszystko to buduje pełen obraz, który nie daje łatwych odpowiedzi.


Dla mnie najmocniejsze było to, że „Kandydat” to książka nie tylko o polityce, ale przede wszystkim o ludziach w systemie. O samotności, potrzebie uznania, lęku przed utratą kontroli. O tym, co zostaje, kiedy zgasną kamery, znikną doradcy, a człowiek zostaje sam - ze sobą i z pytaniem, kim właściwie jest.


Jeśli lubisz książki, które zostawiają z lekkim niepokojem i masą refleksji - to pozycja dla Ciebie. Jeśli szukasz lekkiej lektury na wieczór - raczej odłóż ją na później. Bo „Kandydat” nie daje ukojenia. Ale daje coś więcej - lustro. Dla polityków. Dla mediów. Dla nas wszystkich.


Ocena 9/10


Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Świat Książki






Brak komentarzy: