Spotkałeś(-aś) się kiedyś z pojęciem książki/gry paragrafowej? Czy kiedykolwiek marzyłeś(-aś) o tym, by rzucić wszystko i wyruszyć w świat pełen niebezpieczeństw, złota i chwały? A co jeśli powiedziałabym Ci, że nie musisz wychodzić z domu, by przeżyć setki takich przygód?


Kiedy sięgam po książki paragrafowe, zawsze towarzyszy mi nutka ekscytacji i lekki niepokój. Bo choć to ja podejmuję decyzje, nigdy nie wiem, dokąd mnie one zaprowadzą. I dokładnie to oferuje „Fabled Lands: Miasta Złota i Chwały” - drugi tom kultowej serii gier książkowych autorstwa Dave’a Morrisa i Jamie’ego Thomsona, która dzięki wydawnictwu Muduko wreszcie dostępna jest po polsku.


To nie jest zwykła książka. To gra. To otwarty świat. To mapa przygód, których jesteś centrum. Na starcie tworzysz swoją postać - wybierasz profesję, cechy, ekwipunek. Możesz być wojownikiem, złodziejem, kupcem lub magiem. Potem... droga stoi otworem. Nie ma jednej fabuły, nie ma jedynego właściwego celu. Możesz walczyć, handlować, przemierzać pustkowia lub snuć się po tawernach, słuchając plotek i podejmując decyzje, które będą miały realne konsekwencje. A wszystko dzieje się w fascynującej krainie Akatsurai - inspirowanej orientem, pełnej egzotycznych miast, niebezpiecznych mórz i duchów przeszłości.


To, co wyróżnia „Miasta Złota i Chwały”, to ogromna swoboda - świat nie prowadzi cię za rękę. Masz tu dziesiątki ścieżek, setki paragrafów, niezliczone wybory. Możesz kupić dom. Możesz zostać kapłanem. Możesz zostać piratem albo… pozostać wolnym strzelcem. Gra nie ocenia. Pozwala eksplorować - we własnym tempie, na własnych zasadach.


I co najciekawsze - możesz wędrować między tomami. Bo każdy tom „Fabled Lands” to nowa kraina, nowa mapa i kolejne przygody, ale historia twojej postaci może płynnie przechodzić z jednej części do drugiej. To jak mieć jedno wielkie uniwersum fantasy zamknięte w kilku książkach.


Nie daj się zwieść prostocie - gra potrafi być wymagająca. Czasem wystarczy jeden rzut kośćmi, by z bohatera stać się martwym bohaterem. I tak, czasem wrócisz do znanego już miejsca, bo coś pominąłeś. Ale właśnie w tym tkwi jej urok - odkrywasz świat po kawałku, uczysz się, wracasz, wybierasz inaczej. I ten dreszcz niepewności: „A co by było, gdybym wybrał tamtą ścieżkę?” zostaje z Tobą na długo po zakończeniu rozgrywki.


W warstwie estetycznej - to klasyczny klimat lat 90. Ilustracje, styl narracji, nawet sposób prowadzenia rozgrywki - wszystko pachnie nostalgią. Ale nie myśl, że to gra tylko dla fanów retro. „Fabled Lands” świetnie sprawdzi się także jako alternatywa dla gier komputerowych - angażuje, rozwija wyobraźnię, uczy planowania, daje satysfakcję.


Dla mnie największą wartością tej gry jest poczucie wolności i autentycznego wpływu na przebieg wydarzeń. Nie ma tu jednego „dobrego” zakończenia. Jest TWOEJ zakończenie. To Ty jesteś bohaterem tej opowieści.


Więc jeśli masz ochotę na coś innego, bardziej immersyjnego niż klasyczna powieść - daj szansę „Fabled Lands: Miasta Złota i Chwały”. Może i Ty odnajdziesz tam swoją przygodę życia.


Ocena 8/10


Współpraca reklamowa | Muduko




Brak komentarzy: