Czy można zakochać się w kimś, kogo z zasady nigdy nie powinno się pokochać? 


Wyobraź sobie: masz to, czego chcesz od życia. Masz plan. Masz zasady. I nagle życie pakuje cię do jednego domku z najbardziej pożądanym facetem na świecie – gwiazdą rocka. I co teraz?


Under Your Spell” Laury Wood to książka, która z jednej strony otula jak ciepły sweter, a z drugiej – daje ci niezły zastrzyk emocji, od śmiechu przez wzruszenie aż po szczyptę magii, której… niby nie ma, a jednak czujesz ją w powietrzu.


Poznaj Clemmie Monroe – trzydziestodwuletnią bohaterkę, która ma za sobą naprawdę kiepski dzień: zdradzający chłopak, utrata pracy, widmo eksmisji i… pogrzeb, który przypadkowo niszczy. To mógłby być początek jakiegoś dramatu – ale Laura Wood wplata w tę historię taką dawkę ironicznego humoru, że nie sposób się nie uśmiechać. A kiedy do akcji wkracza Theo Elliott – gwiazda muzyki, dla którego Clemmie ma być kimś w rodzaju opiekunki i inspiracji – zaczyna się coś, co trudno nazwać inaczej niż emocjonalną eksplozją.


Co mnie urzekło? Przede wszystkim postaci. Clemmie to nie jest cukierkowa bohaterka z instagrama. Jest pogubiona, czasem złośliwa, ironiczna, ale też czuła i lojalna wobec najbliższych. Jej relacja z siostrami to jedno z najjaśniejszych miejsc tej książki – ich dialogi, wsparcie i wzajemne dogryzanie są cudownie autentyczne. Theo natomiast… no cóż. To jeden z tych bohaterów, których nie da się nie polubić. Niby luzak, niby typowy celebryta, ale pod spodem – wrażliwy, cierpliwy i zaskakująco zwyczajny.


Fabuła książki rozwija się powoli, ale nie nudno – autorka nie zasypuje nas dramatami na siłę. Raczej pozwala nam obserwować, jak dwie osoby z zupełnie różnych światów zaczynają się rozumieć i zbliżać do siebie w sposób naturalny, bez presji. To taka opowieść, która pokazuje, że czasem największe zmiany w życiu zaczynają się od zupełnej katastrofy.


Wood świetnie balansuje między humorem a emocjonalną głębią. Tak, to lekka lektura, idealna na lato. Ale nie brakuje tu też trudniejszych tematów: relacji rodzinnych, żałoby, lęku przed samotnością i pułapek sławy. Clemmie ma swoją historię, swoje traumy i niepewności, a Theo nie jest tylko sławnym chłopcem z gitarą – on też niesie swój bagaż. I właśnie ta wielowymiarowość postaci sprawia, że historia staje się bardziej niż tylko letnim romansem.


Czy jest chemia? Jest. I to taka, która nie opiera się na scenach łóżkowych, ale na spojrzeniach, rozmowach, wspólnym śmiechu i ciszy, która nie ciąży. Wood nie musi epatować nagością, by pokazać bliskość – zamiast tego tworzy relację, w którą się wierzy i której się kibicuje.


Nie mogę nie wspomnieć o stylu pisania – prosty, niewymuszony, bardzo „czytelniczy”. Krótkie rozdziały, dynamiczne dialogi i zero dłużyzn sprawiają, że przez książkę się płynie. To jedna z tych historii, które kończy się z uśmiechem i lekkim żalem, że to już koniec.


Ocena: 8,5/10 – bo to książka, która daje wszystko, czego potrzeba, by na chwilę oderwać się od rzeczywistości. Lekka, ale nie pusta. Romantyczna, ale nie przesłodzona. Zabawna, ale nie głupkowata. I z nutą magii, której każdy z nas czasem potrzebuje.


Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Albatros





Brak komentarzy: