Czy romans z motywem ciąży może naprawdę wzruszyć do łez i przy okazji… rozbawić?
Sama często łapię się na tym, że temat ten omijam szerokim łukiem – bywa przesłodzony, patetyczny albo wtórny. A jednak są książki, które odczarowują ten motyw całkowicie. „Jesteś moim jutrem” to właśnie jedna z nich – historia, która nie tylko łamie schematy, ale sprawia, że nie możesz przestać się uśmiechać… i wzruszać jednocześnie.
Win McNulty – niezależna, silna, nieco zamknięta w sobie – i Bo, czuły nerd z przeszłością, która wiele go kosztowała. Połączyła ich jedna noc, Halloween i… piracki kostium. Brzmi jak coś przypadkowego? I właśnie tak miało być. Bez zobowiązań, bez przyszłości. Do momentu, w którym Win dowiaduje się, że jest w ciąży.
Zdziwiło mnie, jak naturalnie i bez zbędnego dramatyzmu autorka wprowadza ten niełatwy temat. A może właśnie dzięki temu ta historia tak chwyta za serce? Bo nie jest przesłodzoną bajką o cudzie macierzyństwa, tylko opowieścią o ludziach. Takich jak my – po przejściach, z lękami, ale też z ogromnym potencjałem do miłości. I właśnie ten potencjał tak pięknie rozkwita w relacji Win i Bo.
Ona – z niedorozwojem ręki, który od dziecka wpływa na jej samoocenę. On – po amputacji nogi, wciąż uczący się żyć na nowo. Ich niepełnosprawności nie są tylko tłem – to integralna część ich osobowości, ale przedstawiona z taką czułością i empatią, że zamiast litości czujemy… podziw. I sympatię. Ogromną.
Uwielbiam, jak autorka prowadzi tę historię – z lekkością, humorem i ogromnym sercem. Ich wspólne mieszkanie to nie wielka namiętność od razu, ale wspólne gotowanie obiadu, rozmowy o tym, kto wyrzuca śmieci, i dzielenie się tym, co niewygodne. To historia, która pokazuje, że miłość może rodzić się w prostocie i czułości. W kompromisach i drobnych gestach.
Czy można pokochać kogoś, z kim miało się tylko jedną noc i dziecko w drodze? Można – jeśli oboje jesteście gotowi otworzyć się na to, co nieoczekiwane. I to właśnie ta nieoczywistość tak bardzo mnie urzekła. To nie jest historia „od wrogów do kochanków” czy „od miłości od pierwszego wejrzenia”. To opowieść o przyjaźni, która powoli i pięknie zamienia się w coś więcej.
Autorka nie ucieka od trudnych tematów – porusza kwestie samotnego rodzicielstwa, lęku przed zaangażowaniem, traum i tego, jak niepełnosprawność kształtuje relacje. A jednak robi to w sposób tak lekki i ludzki, że nie czujemy się przytłoczeni – raczej zrozumiani.
Co ważne – humor w tej książce to złoto. I nie chodzi o żarty na siłę, ale o cudowną autoironię, dystans i urocze momenty, w których Win i Bo śmieją się… z siebie nawzajem. I to właśnie te sceny – codzienne, szczere, tak bliskie – sprawiają, że nie chce się odkładać tej książki ani na chwilę.
Ocena 9,5/10 - nie tylko za temat i wykonanie, ale za klimat, bohaterów i to ciepło, które czuje się przy każdej stronie. To książka, która zostaje w sercu i którą chce się podarować przyjaciółce, siostrze, mamie. A może też sobie – na moment, kiedy potrzebujemy historii, która pokazuje, że życie potrafi nas zaskoczyć najpiękniej wtedy, gdy najmniej się tego spodziewamy.
Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Gorzka Czekolada

Brak komentarzy: