Czy jesteś gotowy(-wa) zanurzyć się w mrok górskich legend i zaryzykować wszystko, by odkryć prawdę, która może nie powinna ujrzeć światła dziennego?
Tatry. Giewont. I legenda, która od pokoleń krąży wśród górali – o śpiących rycerzach, którzy zbudzą się, gdy kraj będzie w potrzebie. Tylko że w „Jaskini milczących” Emilii Szelest ta opowieść nabiera nowego, przerażająco realnego wymiaru.
Gdy sięgałam po tę książkę, liczyłam na atmosferę tajemnicy, gęsty klimat i historię, która nie pozwoli mi zasnąć. Dostałam… jeszcze więcej. Bo tu nie chodzi tylko o zaginięcia w górach. To historia, w której mit i rzeczywistość splatają się w spiralę niepewności. Im głębiej się w nią wchodzi, tym trudniej złapać oddech.
Na pierwszym planie mamy duet: policjantkę Zuzannę Sobczak i dziennikarza śledczego Doriana Gila. Ona twardo stąpa po ziemi, on wyczuwa, że coś tu się nie zgadza. Początkowo nieufna, z czasem Zuza daje się wciągnąć w śledztwo. Zaczynają analizować zniknięcia – wszystkie łączy jedno: zainteresowanie tajemniczą jaskinią, której… oficjalnie nie ma. A jednak coś się w niej dzieje. Coś, co sprawia, że ludzie znikają bez śladu.
Ta książka to kryminał z wyraźnie zarysowanym thrillerowym pazurem. W górskim tle czuć nie tylko surowe piękno Tatr, ale też duszną atmosferę tajemnicy i lokalnego milczenia. Góry nie są tu tylko scenografią – są pełnoprawnym bohaterem. Kapryśnym, nieprzewidywalnym i groźnym.
Szelest umiejętnie buduje napięcie. Nie serwuje wszystkiego od razu – podrzuca tropy, tylko po to, by za chwilę je podważyć. Wędrujemy razem z bohaterami przez labirynt półprawd i niedomówień. Tu nic nie jest oczywiste. Ani to, kto zaginął, ani dlaczego. Ani to, komu można ufać. A kiedy myślisz, że już rozgryzłeś całą intrygę – bach. Autorka zrzuca bombę. I zostajesz z rozdziawioną buzią i pytaniem: „Jak to możliwe?”.
„Jaskinia milczących” to powieść, w której fikcja miesza się z prawdą w sposób mistrzowski. Emilia Szelest świetnie pokazuje, jak łatwo jest uwierzyć w legendę, gdy rzeczywistość zaczyna ją przypominać. Każdy dialog, każda scena – wszystko tu jest przemyślane. Nie ma przypadków. Tylko kolejne elementy układanki, które zaskakują, intrygują i… niepokoją.
Jeśli szukasz książki, która pochłonie cię bez reszty, wywoła dreszcze, sprawi, że w nocy będziesz nasłuchiwać dźwięków zza okna – to właśnie ta pozycja. Ja pochłonęłam ją w jedno popołudnie. Dosłownie nie mogłam przestać czytać. A zakończenie? Petarda. I właśnie takich książek mi trzeba – z klimatem, napięciem i opowieścią, która siedzi w głowie długo po przewróceniu ostatniej strony.
Ocena 9/10 - za klimat. Za intrygę. Za zakończenie, którego się nie spodziewałam. Gdyby bohaterowie mieli jeszcze odrobinę więcej emocjonalnej głębi, byłoby idealnie. Ale i tak: kawał dobrego thrillero-kryminału z duszą.
Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Skarpa Warszawska

Brak komentarzy: