Czy można kogoś kochać tak bardzo, że oddanie go innym wydaje się jedynym aktem miłości?
To pytanie wróciło do mnie, gdy po latach sięgnęłam ponownie po „I góry odpowiedziały echem” Khaleda Hosseiniego. I choć pamiętałam główne emocje i tragizm tej opowieści, dopiero druga lektura pozwoliła mi docenić, jak głęboko ta książka mówi nie tylko o rozstaniu, ale o ludzkich wyborach, które rezonują przez pokolenia.
To nie jest powieść o jednym bohaterze, nie da się jej opowiedzieć jednym zdaniem. Owszem - historia Abdullaha i Pari, dzieci rozdzielonych przez ubóstwo i desperację, jest osią fabularną, ale nie jedyną. Hosseini tka z losów wielu osób coś na kształt mozaiki: każda postać, choćby pojawiła się tylko na kilkadziesiąt stron, niesie ze sobą opowieść, która zostawia ślad.
Ta książka to hołd dla ludzkich historii - tych, które znamy, i tych, które nigdy nie zostały opowiedziane. Z każdym rozdziałem wędrujemy w inne miejsce: z małej afgańskiej wioski do tętniącego życiem Kabulu, z Paryża na kalifornijskie przedmieścia, z greckiej wyspy w głąb własnego sumienia. I choć pozornie te wątki się nie łączą, wszystkie prowadzą do tego samego pytania: co jesteśmy gotowi poświęcić dla miłości?
Za pierwszym razem byłam nieco zagubiona - mnogość bohaterów, zmieniające się perspektywy, długie retrospekcje. Ale dziś, z większą uważnością, zobaczyłam to, co najpiękniejsze: głębię emocji i empatię, z jaką Hosseini patrzy na każdego z nich. Nie ocenia. Pokazuje ludzi zagubionych, złamanych, czasem egoistycznych - ale zawsze ludzkich.
Najbardziej poruszyła mnie opowieść Nabila, służącego, który miał „tylko pomóc”, a ostatecznie odegrał kluczową rolę w życiu dziecka. I to, jak z pozoru małe decyzje wpływają na całe życie - nie tylko bohaterów, ale i ich dzieci, i ich dzieci…
Hosseini nie pisze, by wzruszyć. Pisze, żeby zrozumieć. Tak, łzy są - ale nie są wymuszone. Wzruszenie przychodzi samo, cicho, w chwilach, gdy coś w nas pęka.
Choć uważam „Chłopca z latawcem” i „Tysiąc wspaniałych słońc” za książki bardziej spójne, to I góry odpowiedziały echem ma w sobie coś wyjątkowego. To nie powieść w klasycznym sensie. To raczej literacka medytacja nad więzami krwi, przynależnością i losem. Trzeba jej dać czas i miejsce. Wtedy odpłaca - wzruszeniem, refleksją, i pięknem.
Ocena: 9/10 - nie dlatego, że jest gorsza od innych. Po prostu wymaga więcej uwagi - a nie każdemu się ją uda okiełznać za pierwszym razem. Ale jeśli się uda… zostaje na długo.
Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Albatros

Brak komentarzy: