Czy kiedykolwiek marzyłaś, by znaleźć się w świecie, w którym wyobraźnia staje się prawdziwsza niż rzeczywistość, a każde niepozorne wydarzenie może być początkiem czegoś wielkiego?
Bo jeśli tak, to powrót na Zielone Wzgórze będzie dla Ciebie nie tylko sentymentalną podróżą, ale też prawdziwym ukojeniem duszy.
Mam w rękach książkę, którą znają niemal wszyscy – „Ania z Zielonego Wzgórza”. I choć mogłoby się wydawać, że historia rudej marzycielki została już opowiedziana tysiąc razy, to najnowsze wydanie od Wydawnictwa SBM przypomniało mi, dlaczego zakochałam się w tej opowieści jako dziecko – i dlaczego wciąż nie potrafię się z nią rozstać jako dorosła.
Zacznijmy od tego, że Ania Shirley nie jest zwyczajną bohaterką. To dziewczynka z głową pełną słów, marzeń i fantazji, która potrafi zaczarować nawet najbardziej szarą codzienność. Jej pojawienie się na Zielonym Wzgórzu – nieplanowane, nieoczekiwane – to początek wielkiej zmiany, nie tylko w życiu Maryli i Mateusza, ale też każdego z nas, kto ma okazję poznać tę historię. Czytałam ją już wiele razy, ale to właśnie tłumaczenie Pawła Bulskiego tchnęło w Anię nową świeżość – jakby mówiła do mnie zupełnie od nowa, a jednocześnie z tym samym urokiem i błyskiem w oku, co zawsze.
Ten tom to coś więcej niż tylko treść. To uczta dla oka. Kredowy papier, vintage’owe ilustracje, starannie dobrana czcionka na początku każdego rozdziału i duży format sprawiają, że ta książka nie tylko się czyta – ją się kontempluje. To jedno z tych wydań, które chce się mieć zawsze na widoku. A może nawet podarować komuś bliskiemu – dziecku, siostrze, przyjaciółce – żeby mogło poczuć dokładnie to samo ciepło, jakie daje każda strona tej opowieści.
Co mnie w niej zawsze najbardziej porusza? To, że Ania uczy mnie pokory. Uczy, że błędy są częścią drogi, że warto mówić „przepraszam”, że każda porażka może być początkiem czegoś lepszego. Że warto wierzyć – nawet gdy świat próbuje przekonać Cię, że nie masz prawa marzyć. No i oczywiście – że przyjaźń z Dianką i relacja z Gilbertem to najpiękniejsze książkowe więzi, jakie powstały. Bo są szczere, kruche, nieidealne. Jak my.
Czy można kochać książkę od nowa? Zdecydowanie tak. Bo choć znam każdą scenę, każdy wierszyk, każdą gafę Ani – to za każdym razem odnajduję w nich coś innego. Czasem się wzruszam. Czasem śmieję. Czasem – po prostu – zamykam oczy i czuję, jakby ktoś przytulał moje wewnętrzne dziecko.
Jeśli więc szukasz lektury, która nie tylko przypomni Ci dzieciństwo, ale też otuli Cię jak miękki koc w chłodny wieczór – „Ania z Zielonego Wzgórza” w tej odsłonie będzie strzałem w dziesiątkę. To klasyka, która nie starzeje się nigdy. A teraz – także w wydaniu, które spokojnie można nazwać książkowym dziełem sztuki.
Ocena: 10/10 – za ciepło, za magię, za Anię
Współpraca reklamowa | Wydawnictwo SBM

Brak komentarzy: