Znasz ten moment, kiedy otwierasz książkę tylko na chwilę, żeby zobaczyć, o co chodzi, a po godzinie orientujesz się, że nie możesz jej odłożyć? Tak było ze mną i „Szantą” Wojciecha Wójcika. To historia, która hipnotyzuje już od pierwszych stron i trzyma w napięciu do samego końca - nie krzykiem, a szeptem. Nie wybuchami, a ciężarem niedopowiedzeń.
Wójcik jak zwykle udowadnia, że nie trzeba epatować brutalnością, żeby stworzyć kryminał z krwi i kości. Zamiast tego stawia na atmosferę - duszną, niepokojącą, pełną niedopowiedzeń i cieni przeszłości. Mazury w jego wydaniu są jak bohater - piękne, ale mroczne, ciche, ale w tej ciszy aż dzwoni napięcie. Jezioro Bełdany - otulone mgłą, z leśniczówką na uboczu, w której mieszka Hubert Lange - staje się sceną dla zbrodni, tajemnic i emocji tak gęstych, że niemal je czułam na skórze.
Hubert to były policjant, który uciekł od przeszłości, ale przeszłość - jak to bywa - szybko go dogania. Jagoda, kobieta z wielkim doświadczeniem i jeszcze większą tajemnicą, która zrezygnowała z Luwru, by pracować w mazurskim muzeum żeglarstwa. Ich losy splatają się w chwili, gdy ginie kierowniczka projektu, a wcześniejsze samobójstwo profesora zaczyna wyglądać coraz bardziej podejrzanie.
Wójcik nie prowadzi nas na skróty. Fabuła toczy się spokojnie, ale każdy rozdział ma swój ciężar. Narracja jest naprzemienna - Hubert z dystansem i chłodem, Jagoda emocjonalnie i osobiście. Ich spojrzenia na wydarzenia się uzupełniają, ale też wzajemnie komplikują. Autor daje nam czas, by przyjrzeć się każdemu bohaterowi - tu nikt nie jest jednowymiarowy, każdy ma coś do ukrycia.
Podziwiam, z jaką precyzją autor buduje klimat. Szanty, które przewijają się przez powieść, są jak echo dawnej tragedii. Pieśni, które niosły rytm pracy na żaglowcach, tutaj brzmią jak złowroga melodia zwiastująca nieuchronność zła. „Król Mazur” może długo nie opuścić twojej głowy. Tak samo jak obraz odciętego warkocza, który staje się symbolem tego, co zostało zabrane - niewinności, tożsamości, bezpieczeństwa.
„Szanta” to nie jest tylko kryminał. To opowieść o ludziach - o samotności, o stracie, o błędach, które wracają po latach. O sztuce, która nie tylko zdobi, ale też ukrywa. O lokalnych legendach, które okazują się mieć zaskakująco realne skutki. O kobietach silnych, ale zmęczonych. O mężczyznach zamkniętych w sobie, ale czujnych. O świecie, w którym nie ma prostych odpowiedzi, a każdy krok w przód może być krokiem w przepaść.
Czy udało mi się przewidzieć zakończenie? Nie. I to w tej książce kocham najbardziej. Wójcik prowadzi nas przez meandry śledztwa i życia bohaterów z taką zręcznością, że do samego końca nie jesteś pewien, komu możesz ufać.
Jeśli szukasz kryminału z klimatem, gdzie fabuła nie gna na złamanie karku, ale każda scena ma znaczenie - sięgnij po „Szantę”. To historia, która wciąga nie tylko fabularnie, ale też emocjonalnie. I zostawia po sobie niepokój, który nie mija wraz z ostatnią stroną.
Ocena 9/10
Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Zysk i S-ka
Brak komentarzy: