Kʀᴀɪɴᴀ ᴅᴢɪᴡᴏ́ᴡ ᴄᴢʏ ᴍᴏᴢ̇ᴇ ᴄᴢᴀʀᴏ́ᴡ?!


Pierwsza recenzja w nowym roku i to nie byle jakiej książki, bo mowa o „Przygodach Alicji w Krainie Dziwów” czyli prawdziwej klasyki, którą zna chyba każdy.


Przygody Alicji fascynowały mnie odkąd byłam małą dziewczynką i muszę przyznać, że czytałam o nich już kilkanaście razy. Na mojej półce można znaleźć kilka wydań tej powieści i to nie tylko w języku polskim, dlatego nikogo nie zdziwiło kiedy do kolekcji dołączyło najnowsze wydanie z ilustracjami Helen Oxenbury. 


Sama powieść pomimo upływu lat wciąż wciąga, sprawia, że czyta się ją z ogromnym zaciekawieniem, a wręcz fascynacją. Przygody Alicji są cudownie błyskotliwe, momentami absurdalne, ale przy tym tak wspaniałe. Najmłodsi czytelnicy zostają pochłonięci przez magiczny świat nieograniczonej wyobraźni i skojarzeń, który pozwala im przeżyć niesamowitą przygodę. Natomiast dorosły dostrzega w niej surrealizm i budzi się w nim niepokój. „Przygody Alicji w Krainie Dziwów” to dowód na to, że Carroll Lewis miał wiedzę na tematy, które do tej pory pozostają dla nas nieznane, a w jego słowach można odnaleźć wiele wiedzy i przesłań. 


W przypadku samych ilustracji Helen Oxenbury muszę przyznać, że czuję lekkie zawiedzenie. Owszem, są one piękne jednak czegoś mi w nich brakuje. Postać Alicji namalowanej przez Helen kompletnie mi do niej nie pasuje. Dlatego też z przykrością muszę stwierdzić, że widziałam już piękniejsze wydania. 


Cyferkowo: 

powieść 7/10

ilustracje 5/10


Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Zysk i S-ka






Brak komentarzy: