„Ostatni dzwonek” autorstwa Beth O'Leary to książka, w którą nie do końca potrafiłam się wczuć. Z jednej strony fabuła miała ciekawy zarys, a z drugiej powiewało tutaj nudą. Całość czytało się lekko i przyjemnie, ale przez to, że tak naprawdę nie działo się tutaj nic szczególnego to były momenty, kiedy najzwyczajniej zaczynałam ziewać. Strasznie denerwowały mnie rozdziały, które kompletnie niczego nie wnosiły do lektury, a były zwykłą zapchaj dziurą. Momentami nawet odnosiłam wrażenie, że Autorce brakowało pomysłów i po prostu przelała na papier pierwsze myśli jakie wpadały jej do głowy i tym samym powstał właśnie „Ostatni dzwonek”.
Pomysł z szukaniem właścicieli pozostawionych w hotelu przedmiotów zapewne miał napędzać akcję, ale mnie kompletnie nie kupił. Na szczęście poszukiwania te napędzały potyczki pomiędzy Izzy, a Lucasem co jest najmocniejszą stroną tej powieści. Ta dwójka z pozoru się nienawidziła jednak podczas ich spotkać było czuć iskry i chemię.
Natomiast sama kreacja bohaterów jest dość przeciętna. Jedynie poczułam większą sympatię do Lucasa, którego postać mam wrażenie, że została najmocniej dopracowana.
Samo zakończenie może i zaskakuje, ale z całą pewnością jest mocno przekoloryzowane.
„Ostatni dzwonek” to z całą pewnością najsłabsza pozycja z książek Autorki, które miałam okazję czytać. Nie jest to historia która na długo zapada w pamięci, ale można ją potraktować jako milutki romansik do przeczytania w tym zimowym okresie.
Cyferkowo: 5/10
Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Albatros

Brak komentarzy: