Camilla Läckberg, a raczej jej Saga o Fjällbace sprawiła, że zakochałam się w skandynawskich kryminałach. Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy po latach znów mogłam towarzyszyć Patrickowi oraz Erice w rozwiązywaniu kolejnej ciekawej sprawy i jak zawsze była to dla mnie świetna zabawa.
„Kukułcze jajo” to powrót Läckberg do tego co znane i lubiane przez jej czytelników. Duet Ericki oraz Patricka stanął przed niełatwym, ale i dość makabrycznym zadaniem. Fabuła jest poprowadzona w taki sposób, że przeszłość przeplata się teraźniejszą i trzeba się na niej mocno skupić, aby nie umknęło coś istotnego. Gdy już się skupimy to zapewne tak jak ja, niektórzy dojdą przed bohaterami do finału niektórych wątków. Jednak uwierzcie, że i tak wszystkiego nie da się przewidzieć i pod sam koniec byłam w mocnym szoku, że wszystko potoczyło się w takim kierunku.
Poza głównym duetem reszta bohaterów jest interesująca oraz wielobarwna. Läckberg nawiązała do świata osób transpłciowych i dzięki temu ukazała, że nie boi się poruszać tematów trudnych społecznie, ale i zarazem ponadczasowych. Jednak jeżeli martwicie się, że jest to temat dominujący to spokojnie. Uwierzcie, że tym wydaniem będziecie zachwyceni.
„Kukułcze jajo” to mocny i genialny powrót Autorki do Fjällbancki. Może i da się przewidzieć niektóre wydarzenia, ale i tak od lektury nie da się oderwać. Jestem pewna, że fani Autorki będą zachwyceni! Polecam ♡
Cyferkowo: 7/10
Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Czarna Owca

Brak komentarzy: