Czy można żyć w kraju, który cię nienawidzi – tylko dlatego, że jesteś kim jesteś?


Kiedy zaczynałam lekturę „Zakazanej arabskiej miłości”, byłam przygotowana na trudną historię. Znam styl Marcina Margielewskiego – wiem, że jego książki bolą i są przepełnione ogromem emocji. Ale nie spodziewałam się, że ta opowieść aż tak mną wstrząśnie. To nie jest fikcja literacka. To brutalna rzeczywistość, opisana z bólem, szacunkiem i niezwykłym wyczuciem. I chociaż narracja płynie wartko, każda strona zostawia ślad – bo wszystko, o czym czytamy, wydarzyło się naprawdę.


Głównym bohaterem tej książki jest Rami – młody chłopak z Egiptu, który próbuje po prostu żyć. Kocha muzykę, próbuje znaleźć siebie, szuka sensu w tekstach zespołu Mashrou’ Leila – grupy, której wokalista otwarcie mówi o swojej orientacji. Jesienią 2017 roku Rami idzie na ich koncert w Kairze. Nie wie, że ta decyzja zmieni jego życie na zawsze. W trakcie wydarzenia dochodzi do zamachu, a Rami zostaje bezpodstawnie oskarżony o udział w ataku terrorystycznym.


I wtedy zaczyna się prawdziwe piekło.


Nie ma tu miejsca na fikcyjne sceny zbudowane dla efektu – jest więzienie, są tortury, poniżenie, samotność, strach i przerażająca bezsilność. Czytając, miałam wrażenie, że wraz z Ramim siedzę w ciasnej, brudnej celi i czekam, aż ktoś znów przyjdzie zrobić coś, czego nie da się zapomnieć. Coś, czego nie da się opisać bez drżenia rąk.


Margielewski, jak zawsze, oddaje głos swojemu bohaterowi – i to właśnie sprawia, że ta historia aż tak mocno trafia do serca. To nie jest reportaż z dystansu. To intymna, osobista spowiedź chłopaka, który miał pecha urodzić się w miejscu, gdzie wolność i godność człowieka są towarami deficytowymi. Autor nie ocenia, nie moralizuje – po prostu daje nam dostęp do czyjegoś świata. Świata, który chcielibyśmy uznać za nierealny, a jednak… on istnieje.


Dla mnie ta książka jest ważnym głosem – nie tylko o sytuacji osób LGBT w krajach arabskich, ale też o tym, jak łatwo system może zniszczyć jednostkę. Jak propaganda, strach i religijny fanatyzm stają się narzędziami przemocy. I choć historia Ramiego rozgrywa się w Egipcie, czytając ją, myślałam też o tym, jak blisko czasem jesteśmy podobnych mechanizmów – nawet tutaj.


„Zakazana arabska miłość” to książka trudna. Pełna okrucieństwa, które trudno sobie wyobrazić. Ale to również książka, która daje nadzieję – bo Rami, mimo wszystko, przetrwał. A jego historia – dzięki Margielewskiemu – ma szansę coś zmienić. Pokazać, że milczenie nie chroni, a opowiedziana prawda może uratować życie.


Ocena: 9/10 – za autentyczność, odwagę i poruszającą do głębi opowieść, którą powinien przeczytać każdy, kto myśli, że świat już dawno uporał się z nietolerancją.


Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Prószyński i S-ka





Brak komentarzy: