Zastanawiałeś(-aś) się kiedyś, jak wygląda piekło zaprojektowane nie przez diabła, ale przez drugiego człowieka? Człowieka, który doskonale wie, jak działać na twoje emocje, osłabiać twoje granice, sprawić, że zwątpisz nawet w to, kim jesteś? Ja po lekturze „Kultora” Artura Urbanowicza nadal nie wiem, czy bardziej przerażała mnie sama sekta, czy to, co bohaterowie odnaleźli w sobie.
To powieść, która wbija się w umysł i nie chce wyjść. Czytałam ją długo, nie dlatego, że była ciężka stylistycznie - wręcz przeciwnie - ale dlatego, że potrzebowałam przerw. Na oddech. Na ochłonięcie. Na przetrawienie tego, co się właśnie wydarzyło. Bo Urbanowicz nie bierze jeńców. Zabiera nas na Suwalszczyznę, do miejsca, które bardziej przypomina kosmiczną anomalię niż spokojny park krajobrazowy, i tam każe nam się zmierzyć z czymś, co wymyka się racjonalnemu myśleniu.
Dwóch bohaterów - narrator i jego Przyjaciel - kiedyś sami byli ofiarami sekty. Dziś, jako członkowie Fundacji Straż Ochrony Rodziny, ratują innych. Ale czy można komuś pomóc, nie będąc pewnym, czy samemu się z tego bagna wyszło? Gdy trafiają na ślad tajemniczej społeczności żyjącej w odludnym domu na wzgórzu, który bardziej przypomina żywą istotę niż budowlę, zaczyna się jazda bez trzymanki. Niepokojący kult, zbiorowa tożsamość, pradawna moc, dziwne rytuały i pytania bez odpowiedzi. A w tym wszystkim zaginiona dziewczyna, której los staje się osią całej opowieści.
Narracja prowadzona jest bardzo sprawnie - skoki w czasie, flashbacki, powolne odkrywanie przeszłości bohaterów i ich relacji. Napięcie emocjonalne między nimi jest wyraźne, miejscami niepokojące, ale to tylko dodaje tej opowieści głębi. Urbanowicz nie boi się tematów tabu, balansuje na granicy kontrowersji, niektórych zniechęci, innych - jak mnie - zaintryguje.
To nie jest horror w klasycznym rozumieniu. To bardziej groza psychologiczna, oniryczny thriller, w którym nie wiadomo, gdzie kończy się manipulacja, a zaczyna szaleństwo. Mimo długości (ponad 700 stron!) książka trzyma tempo - są oczywiście fragmenty, które można by skrócić, ale nie powiedziałabym, że to zbędne waty. To raczej gęsta, wielowarstwowa opowieść, która wymaga uwagi i zaangażowania.
To, co zrobiło na mnie największe wrażenie, to atmosfera. Suwalszczyzna staje się niemal trzecim bohaterem tej książki - dzika, tajemnicza, nieprzyjazna, piękna i przerażająca jednocześnie. Miałam wrażenie, że czuję wilgoć lasu, słyszę trzask gałęzi i echo kroków za plecami.
Jeśli znasz poprzednie książki Urbanowicza, znajdziesz tu sporo odniesień i ukłonów w stronę wiernych czytelników. Jeśli nie - „Kultor” może być twoim wejściem do tego mrocznego uniwersum. Ale uprzedzam - to nie jest lektura dla każdego. Trzeba lubić ciężki klimat, psychologiczną grę, nieoczywiste wątki i pytania bez odpowiedzi.
Ocena 8,5/10
Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Czarna Owca

Brak komentarzy: