Czy kiedykolwiek byliście na weselu, na którym atmosfera była tak napięta, że bardziej przypominała thriller niż romantyczne święto?
Ja właśnie z takiego wróciłam - i to bez wychodzenia z domu. “Ostatni gość weselny” Jasona Rekulaka to książka, która skutecznie urozmaiciła mój weekend.
To historia Franka Szatkowskiego - ojca, który po latach milczenia dostaje od córki zaproszenie na jej ślub. I już samo to wystarczyłoby, by poruszyć emocjonalne struny. Ale Rekulak nie byłby sobą, gdyby poprzestał na rodzinnych zawirowaniach. Dla mnie ta książka to jak skrzyżowanie thrillera psychologicznego z intymnym dramatem i wywrotową analizą relacji ojciec–córka. I wszystko to opakowane w klimat, który nie daje odetchnąć aż do ostatniej strony.
Frank to nie bohater z okładki magazynu. Nie ma pieniędzy, wpływów, ani białego uśmiechu. Ma za to coś dużo cenniejszego - niepokój. Intuicję. I ojcowską miłość, która każe mu podważać piękne pozory. Maggie, jego córka, wchodzi właśnie w świat, który wydaje się zbyt idealny, by był prawdziwy. I nie jest. Bo pod powierzchnią luksusowej posiadłości i rozbrajającego uśmiechu przyszłego zięcia kryje się coś… paskudnego.
Rekulak idealnie gra kontrastami: luksus kontra zwyczajność, chłód technologicznego imperium kontra ludzka emocjonalność, cisza przy stole kontra krzyki w głowie. Atmosfera? Klaustrofobiczna. Jakby każda scena działa się pod wodą - niby spokojnie, a jednak cały czas brakuje powietrza. To ten typ książki, który nie krzyczy. On szepcze. I to tak, że ciarki chodzą po plecach.
Zatrzymam się na chwilę przy relacji Franka i Maggie. Dla mnie to serce tej opowieści. Rekulak nie ucieka w banał. Nie stara się “naprawić” tej dwójki na siłę. Pokazuje bolesne rozczarowania, poczucie winy, samotność i strach - ten najbardziej pierwotny, o własne dziecko. Z każdą stroną coraz bardziej rozumiałam Franka. Jego niepewność. Jego lęk. I jego determinację, by zaryzykować wszystko, choć wie, że może stracić nawet to, co mu jeszcze zostało.
A teraz powiedzcie mi - co byście zrobili, gdyby wasze dziecko miało poślubić kogoś, kto ma wszystkie pieniądze świata, ale wzbudza w was lęk, którego nie umiecie racjonalnie uzasadnić? Osobiście wielokrotnie zadawałam sobie to pytanie i próbowałam tłumaczyć w głowie wiele zachowań bohaterów. Czy postępowałabym tak samo? Nie wiem.
Wielkim atutem książki jest też jej rytm. Historia nie pędzi, ale i nie przynudza. Jest jak skrupulatnie planowany toast - najpierw zaskakuje lekkością, potem podnosi temperaturę, a na końcu… zostawia was bez słów. I z pytaniem: czy to wszystko naprawdę było tylko o weselu?
Nie mogę nie wspomnieć o humorze - subtelnym, zgryźliwym, bardzo ludzkim. Frank bywa ironiczny, ale nie cyniczny. Jego poczucie humoru to tarcza. I klucz do tej opowieści. Właśnie dzięki temu, mimo ciężaru tematu, książkę czyta się z ogromną przyjemnością. A może właśnie dlatego.
„Ostatni gość weselny” to nie tylko thriller, który trzyma w napięciu. To także opowieść o rodzicielstwie, żalu, klasowych nierównościach i sile intuicji. Jason Rekulak po raz kolejny udowodnił, że potrafi snuć historie, które zostają z czytelnikiem na dłużej niż do ostatniej strony.
Jeśli szukasz książki, która łączy świetną narrację, niepokojący klimat i emocjonalną głębię, to wiesz, co masz robić. A potem wróć tu i powiedz mi: komu tak naprawdę kibicowałeś na tym weselu?
Ocena 8/10
Współpraca reklamowa | Wydawnictwo Zysk i S-ka
Brak komentarzy: