Co byś zrobił, gdybyś obudził się w świecie, który wygląda znajomo… ale nic w nim nie pasuje? Gdyby twoje wspomnienia były inne niż wspomnienia twoich bliskich? Komu byś uwierzył – sobie czy im?


„Niezwykły przypadek Elizabeth Lawson” to jedna z tych historii, która na pierwszy rzut oka zapowiada się jak klasyczna obyczajówka z nutką romansu, ale im dalej wchodzimy, tym wyraźniej czujemy, że to coś więcej. To opowieść o pytaniach, które trudno zignorować – o tożsamości, stracie i tym, jak cienka może być granica między rzeczywistością a tym, co dzieje się tylko w naszej głowie. Emilia J. Lee snuje fabułę z pozornie prostych nici, ale z każdym rozdziałem tka z nich coraz bardziej skomplikowany obraz.


Elizabeth, czyli Ellie, to dziewczyna, której życie przypominało idealnie ułożone puzzle. Miała miłość, miała przyjaciół, rodzinę, plany. Ale jeden moment – wypadek – rozbija to wszystko w drobny mak. Gdy budzi się w szpitalu, świat, który pamiętała, nie istnieje. Jej chłopakiem nie jest już Dylan, lecz Liam – chłopak, którego nie poznaje, ale który kocha ją z oddaniem godnym bajkowego bohatera. Ojciec, którego żegnała lata temu, nagle wraca do jej życia. A wszyscy wokół próbują przekonać ją, że nic się nie stało. Że to tylko jej wyobraźnia, szok, amnezja.


Ale jak pogodzić się z czymś, co pamiętasz aż za dobrze?


Lee bardzo dobrze oddaje emocje bohaterki. Widzimy jej wewnętrzną walkę, frustrację, zagubienie, ale też pragnienie, by ułożyć sobie życie na nowo. Napięcie budowane jest nie akcją, a właśnie tymi drobnymi, psychologicznymi niuansami – pytaniami bez odpowiedzi, cichymi gestami, próbami dopasowania się do świata, który powinien być jej domem, a wcale nim nie jest. Ellie miota się między sercem a rozumem, między Liamem, który w tym świecie wydaje się być ideałem, a Dylanem, który w jej wspomnieniach był ucieleśnieniem miłości.


Czy można pokochać kogoś na nowo, jeśli kiedyś kochało się już kogoś innego?


Nie ukrywam, że momentami miałam ochotę potrząsnąć Ellie. Jej decyzje nie zawsze były rozsądne, często błądziła, raniła innych – ale w tym właśnie kryje się siła tej historii. Bo „Niezwykły przypadek…” to nie jest bajka z morałem, gdzie wszystko się układa. To opowieść o tym, że czasem trzeba przejść przez emocjonalne piekło, by odnaleźć własną prawdę. I że ta prawda nie zawsze będzie jedyną, ani tą, którą inni będą rozumieć.


Zachwyciła mnie też symbolika – motyw równoległych rzeczywistości, które wcale nie muszą być fikcją. Lee zostawia czytelnikowi wiele miejsca na interpretację. Czy to wszystko działo się naprawdę? Czy to tylko wytwór umysłu? A może świat jest znacznie bardziej skomplikowany, niż chcemy wierzyć?


Książka Emilii J. Lee ma w sobie coś, co przypomina mi najbardziej emocjonalne momenty z twórczości Colleen Hoover, ale z nutą psychologicznego niepokoju, który nie daje się łatwo zapomnieć. To idealna lektura na wieczór, który przeradza się w noc – bo trudno ją odłożyć, gdy raz się zacznie.


Polecam ci tę historię, jeśli szukasz czegoś więcej niż zwykłej opowieści o miłości. Jeśli chcesz się zanurzyć w emocjach, które nie zawsze da się ubrać w słowa. Jeśli nie boisz się zapytać samego siebie: a co, jeśli moje życie też ma inną wersję? Bo po tej książce już nigdy nie spojrzysz na wspomnienia w ten sam sposób.


Ocena 8/10


Współpraca reklamowa |  Wydawnictwo W.A.B.




Brak komentarzy: